DRODZY CZYTELNICY

Mamy wielki post, a więc rekolekcje i ściśle z nimi związaną spowiedź. Niektórzy pierwszy raz od roku zobaczą księdza nie tylko przy ołtarzu, ale i w konfesjonale. Nie wszyscy odważą się do niego zbliżyć i nie wszyscy będą pełni ekspiacji. Tak ciężko nagrzeszyli? Niekoniecznie... Stracili zaufanie do księży. Nie pierwsi i nie ostatni, ale trzeba się zastanowić, dlaczego ci, którzy winni wzmacniać w nas wiarę i łączyć, wciąż nas irytują i dzielą...

Wiara jak kara

Polski Kościół znany jest z tego, że lubi się mocno angażować w życie społeczno-polityczne kraju. Zarówno na szczytach władzy, jak i lokalnie. Nie ma praktycznie tematu ze sfery publicznej, w którym nasi hierarchowie nie mieliby czegoś ważnego do powiedzenia. Biada temu, kto spróbuje nacisnąć Kościołowi na odcisk. Osoba taka może być pewna, że żaden ksiądz nie odpuści mu żadnej zniewagi lub ataku na interesy Kościoła.

Powiecie, że wszyscy tak mamy, że im też lekko nie jest, że celibat i tym podobne wyrzeczenia... Owszem, ale skąd taki spadek dominicantes i comunicantes, czyli uczestników nabożeństw i przyjmujących komunię świętą.

Katecheza w szkołach to oczywiste szaleństwo, ale skoro już jest, niech pozostanie. Zresztą widok zakonnicy czy kleryka, a nawet proboszcza w zatłoczonym, ciemnym korytarzu może nie być zabawny tylko dla nich samych. Jak zresztą przekleństwa nastolatków rzucane w próżnię mózgową kolegów, czy ich parapetowe miłostki.

Najgorsze jest jednak sianie fermentu w umysłach młodych ludzi. Groźniejsze od kapłańskich ułomności czy – jak mówią ubodzy duchem – kolejnych datków przekazywanych Rydzykowi.

Zgorszenie płynie wprost z nowego podręcznika do katechezy, który służyć będzie nauczaniu religii w polskich szkołach. Znajdziemy w nim wiele cennych rad, ale zdecydowanie najciekawszą z nich okazuje się jedno z zaleceń rubryki pod wdzięczna nazwą – wprowadź w życie. Co takiego mają wprowadzać? Najpierw radzi, by zaoszczędzić pieniądze, nie kupując sobie ulubionych słodyczy. A potem? Złóż je w ofierze na tacę w czasie najbliższej mszy świętej.

I wszystko jasne, czyli ciemne i pokrętne. Bo jak mówią odszczepieńcy, religia jest jak robaczek świętojański, potrzebuje ciemności, aby istnieć i świecić. I świeci, tylko przy takiej widoczności wierni coraz rzadziej słuchają księży i obchodzą kościół z daleka.

Do czasu, najdrożsi, bo co zrobimy ze sobą i najbliższymi, gdy przyjdzie czas pierwszej komunii, ślubu lub pogrzebu... Czy tylko dlatego udajemy, że szanujemy księży, lub – co gorsze – wierzymy w Boga?

Znakomita większość ludzi na świecie wierzy, ale nie jest zbyt religijna. Jakby przeczuwała, że ktoś na religii chce zbić majątek. Jednak wciąż jest – jak mówił Marks – opium ludu, a nie dla ludu, jak często mylimy. Tak, bezgraniczna i bezkrytyczna wiara w głosicieli wiary może być narkotykiem nie do przyjęcia.

Jeśli więc wiara i religia to nie to samo, dlaczego tak boimy się księży i ich konfesjonałów. A może brzydzimy...

I tak dochodzimy do sedna, czyli puenty, że kiedy wiara staje się karą, czas na jej utratę lub zmianę. Nie dlatego, że ją straciliśmy, a po prostu chcemy być bogaci. A co nam szkodzi... tylko skąd wziąć zasobnych i naiwnych wyznawców...

Numer: 10 (1066) 2018 Autor: Wasz Redaktor



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *