DRODZY CZYTELNICY

Święta to czas radości, spokoju i miłości... Tak jest tylko na obrazkach, bo święta, zwłaszcza takie jak Boże Narodzenie, są na liście najbardziej stresujących wydarzeń w życiu. To możliwe, ale zdarza się tylko słabym duchem i ciałem nieudacznikom. A może wystarczy trochę empatii, by odpędzić biesy stresu, by wszystko się udało? Nie wystarczy, bo niektórzy częstują nas takimi prezentami, że z żenady i wstydu mamy ochotę na rewanż...

Biesy stresu

Demony stresu bywają nie tylko osobiste czy rodzinne. Są także publiczne, a jedną z ich przyczyn są osobniki pełniące funkcje wykonawcze, jak mińskiburmistrz...
Otóż z okazji Świąt Bożego Narodzenia a szczególnie Nowego Roku Jakubowski wraz z radnymi koalicji PO– Mińskie Forum przygotował mińszczanom drogie prezenty. Poza wprowadzeniem Strefy Płatnego Parkowania (od 2 zł za godzinę postoju), od stycznia drastycznie wzrasta opłata za wywóz śmieci z 7 do 13 zł za osobę! Czyli 4-osobowa rodzina zamiast 28 zł, zapłaci 54 zł miesięcznie! Co ciekawe, w sąsiednich gminach opłaty pozostają na poziomie 7 zł/os.

Ostatnia w 2017 r. sesja rady miasta była jednak przesiąknięta polityką. Spowodowała to niedawna akcja plakatowa firmowana przez burmistrza Marcina Jakubowskiego – PiS dobrem zwyciężaj. Środowisko związane z burmistrzem Jakubowskim dzieli mińszczan, na tych dobrych i tych z PiS-u. Co więcej,  hipokryzją jest wzywanie radnych do odrzucenia polityki, gdy sam burmistrz, także w godzinach swojej pracy, prowadzi regularne działania polityczne, m.in. w internecie. Niemniej jednak Jakubowski kilkukrotnie, przy uchwałach podnoszących opłaty za śmieci i budżecie miasta na 2018 r. nawoływał do odrzucenia podziałów politycznych i poparcie przygotowanych przez jego projektów. Radni PiS nie godzą się jednak na tworzenie złego prawa, dlatego w obu przypadkach głosowali przeciwko.
Mińszczanie, pamiętajcie – to dzięki burmistrzowi oraz radnym PO i Mińskie Forum od stycznia drastycznie wzrosną opłaty za śmieci, a na wiosnę prawdopodobnie również opłaty za wodę.
I jak tu nie ulec stresowi? Ależ ulegajmy, oby nie za długo. Najwyżej kilka miesięcy, czyli do wyborów.

Znacznie dłużej może trwać stres świąteczny, a najdłużej przed i poświąteczny. Całe zło bierze się ze stereotypów i uprzedzeń. No bo naoglądamy się  obrazków sielskiej Świętej Rodziny i naszej – ziemskiej uśmiechniętej, siedzącej przy wspólnym stole i śpiewającej kolędy, to nam się wydaje, że to norma. Jednak rzeczywistość jest często zupełnie inna – stanie w gigantycznych kolejkach w sklepach, bieganie za prezentami, sprzątanie całego domu i ta świadomość, że przyjdą goście i zaczną pokazywać, co potrafią... Już lepiej wyjechać do rodziny, ale to też kosztuje. Nie tyle podróż, co prezenty, od których nie sposób uciec.

Stresujemy się również tym, że będziemy musieli rozmawiać o polityce, religii, czyli o drażliwych tematach, które zwykle kończą się albo kłótniami, albo nieprzyjemną atmosferą przy rodzinnym stole. Do świątecznej frustracji mogą przyczyniać się też schematy narzucane przez społeczeństwo i media, które kreują obraz pięknych, rodzinnych świąt..
Czy jednak powinniśmy dążyć do tego standardu, czy święta muszą być idealne? Nie muszą, gdy są okazją do refleksji nad swoją sytuacją życiową. Nie takie biesy stresu straszne, jak o nich piszą i mówią, więc odnawiajmy się nie na smutno, a z optymizmem, że można wiele zmienić. Oczywiście na lepsze, czego życzę wszystkim naszym czytelnikom i widzom.

Numer: 51/52 (1054/1055) 2017 Autor: Wasz Redaktor



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *