DRODZY CZYTELNICY

Wizyty na grobach najbliższych mają różne oblicza. Jedni nazywają je pokazem jesienno-zimowej mody, inni –niemym spotkaniem z rodziną, z którą najlepiej nam tylko na zdjęciach. Na szczęście mamy je za sobą i możemy wrócić do szybkiej, mało refleksyjnej codzienności. Czyżby? W kontekście cmentarnej passy, demograficznej bessy i narodowej rocznicy niepodległości nie będzie to wcale łatwe ani przyjemne. Trzeba zapytać nie tylko o granice obyczajowej swawoli, ale i poczucia narodowej przyzwoitości...

Zbytki na spytki

Zbiórki na cmentarzach są już tak naturalne, jak śmieci przed nekropoliami. W Mińsku jak na złość kontener był za daleko, więc najbardziej troskliwi o swoje groby wyrzucali odpady obok kosza na przystanku autobusowym.

Można się tylko domyślać, co mówili jednoroczni goście, a i samym mińszczanom cisnęły się na usta słowa, z których flejtuchy było najgrzeczniejszym.

Kwestujący z TPMM nie brali sobie tych spraw do serca, bo mieli cel znacznie poważniejszy – odnowę kolejnych nagrobków. Od 2001 r. odnowili 24 zabytkowe nagrobki na cmentarzu parafialnym, ale teraz udało się im zebrać tylko 9.816,20 zł. Pieniądze zebrane podczas tegorocznej kwesty przeznaczą na renowację nagrobków Gustawa Wojewódzkiego oraz Bronisława Junoszy Piotrowskiego (ppor. 7 Pułku Ułanów Lubelskich). Co ciekawe, na listę kwestarzy wpisali się także mińscy radni bez względu na wyznanie partyjne.

Od kilku lat cmentarna konkurencją mińskofilów są wolontariusze fundacji Dziękujemy za Wolność z Adamem zawadzkim na czele. Zebrali w tym roku ponad 7 tysięcy na ekshumację Żołnierzy Wyklętych. Są transparentni, ujawniając zebrane kwoty przez poszczególnych kwestarzy, do czego namawiają TPMM. Są także skuteczni jak ich szef, który z karabinową atrapą zebrał prawie trzy tysiące złotych.

Sukcesy cmentarne mają się nijak do naszej demografii. Mimo 500+ Polaków wciąż ubywa, a w pierwszym półroczu 2017 r. liczba ludności Polski zmniejszyła się o prawie 11 tys. osób.

GUS wskazał, że spadek liczby ludności obserwowany jest szósty z kolei rok i jest on wynikiem niekorzystnych tendencji w zakresie przyrostu naturalnego. Od 2013 r. jest obserwowany ubytek naturalny wynikający z nadal niskiej liczby urodzeń przy jednoczesnym niewielkim, ale systematycznym wzroście liczby zgonów wynikającym ze wzrostu liczby i odsetka osób w starszym wieku.

O ile w I półroczu 2017 r. zarejestrowano 200 tys. urodzeń żywych, tj. o ponad 14 tys. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, to jednocześnie zmarło ok. 211 tys. osób.

Oznacza to, że w I półroczu 2017 r., w wyniku ruchu naturalnego, na każde 10 tys. ludności kraju ubyło 6 osób. Co ciekawe w miastach odnotowano ubytek naturalny liczący – 11,7 tys. z kolei na wsi przyrost wyniósł 0,9 tysięcy.

Do tego mamy mniej małżeństw, a więcej rozwodów. I tu również wygrywa wieś, bo liczba rozwodów w miastach (24,4 tys.) była prawie 3-krotnie wyższa niż na wsi.

Co o tym można sądzić, a jeszcze lepiej – co z tym zrobić? I tu kłania się... patriotyzm. W imię miłości do Polski nie możemy bawić się życiem, bo przeklną nas przyszłe pokolenia. Jeśli w ogóle jeszcze Polska będzie...

Numer: 45 (1049) 2017 Autor: WASZ REDAKTOR



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *