DRODZY CZYTELNICY

Nauczyciele będą oceniani za życie prywatne... lekarze-rezydenci wyjadą za granicę... TVP to pisowska propaganda... Macierewicz ma wariackie pomysły... wzrost gospodarczy to zakłamana iluzja... zmniejszone bezrobocie krzywdzi przedsiębiorców... To tylko niektóre wymysły totalnej opozycji, której ostatnio trudno znaleźć preteksty do protestów. Mieli szczęście, bo nagle trafili się jej młodzi lekarze i starzy nauczyciele...

Tęsknoty miernoty

O co tak naprawdę chodzi w trwającym właśnie proteście lekarzy rezydentów, czyli młodych lekarzy, będących w trakcie specjalizacji? Mówią, że nie o pieniądze, a idee. Po dwóch tygodniach głodówki przerywanej kawiorem z oranżadą i po odwiedzinach życzliwych hien politycznych coraz więcej wskazuje, że chodzi o kolejną próbę zdestabilizowania sytuacji w kraju. Tym razem nie w imieniu macic, a pod jakże szczytnym hasłem poprawy sytuacji w służbie zdrowia.

Tak więc po proaborcyjnych czarnych marszach wściekłych feministek i niedawnych protestach w obronie skorumpowanych sądów nadszedł czas na medyków. Ale po kolei...

Na początku rezydenci twierdzili, że za mało zarabiają, a jeśli chcą mieć więcej, muszą pracować ponad siły. Dopiero potem do haseł płacowych doszły żądania przeznaczenia 6,8% budżetu na służbę zdrowia z naciskiem na... dobro pacjenta. I tu niewypał, bo nagle okazało się jednak, że młodzi lekarze mogą łatwo dorobić i wcale nie muszą w tym celu pracować ponad siły. Dyrektor Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego powiedział, że jego placówka oferuje rezydentom dodatkowy dyżur za 60-100 zł za godzinę. Jak łatwo policzyć, za jeden dyżur 24h można zarobić nawet 2400 zł. Problem w tym, że nie ma chętnych.

Eskalacja głodu i żądań miała silnie uderzyć w rząd, ale premier Szydło nie uległa szantażowi. Owszem, będą większe nakłady i płace, ale nie od razu i nie pod rygorem strajku głodowego. Bo stawianie tak nierealnych żądań – zwłaszcza, gdyby do medyków przyłączyły się inne grupy społeczne – może mieć na celu wzbudzenie niechęci do rządu PiS, który z oczywistych względów nie będzie mógł takich żądań zrealizować bez ryzyka narażenia budżetu państwa na katastrofę.

Tymczasem w sieci furorę robi rozmowa reportera z przechodniem na temat protestu głodowego rezydentów. Mężczyzna nazwał cały protest hucpą i zasugerował, że oni wcale nie głodują. No, chyba, że w przerwach między posiłkami.

Młodzi medycy grożą, że jeżeli ich żądania nie zostaną spełnione, to oni wyjadą na zachód, by tam godnie zarabiać, zaś Polaków nie będzie miał kto leczyć. To niech zwrócą za sześcioletnie studia – słychać niejedną ripostę. W Anglii kosztują 200 tys. funtów, czyli prawie milion złotych, więc musza ten kredyt odpracować. Czy nas stać na darmowe kształcenie ekonomicznych zdrajców...

Minęło belfrowskie święto, ale nie minął lęk, że już niebawem dyrektor szkoły będzie oceniał prezentowane przez nauczyciela postawy moralne i etyczne. Oczywiście zaraz naprężyli się leniwce z ZNP, bo dotychczas głównym kryterium oceny była jakość pracy, a nie życie prywatne. Istnieje obawa, że pod lupę trafi życie seksualne, w jakim związku żyje pedagog i jakie wyznaje poglądy religijne.

I bardzo dobrze, bo taka ocena wyeliminuje z oświaty osoby stwarzające uczniom jakiekolwiek zagrożenie. Nie chodzi o to, by uczyć i wychowywać według jednej i słusznej linii, a dobrze i patriotycznie.

W każdym razie luz zawodowy nie dotyczy ani lekarskich, ani oświatowych marudnych miernot...

Numer: 42 (1046) 2017 Autor: WASZ REDAKTOR



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *