DRODZY CZYTELNICY

REPARATIONEN MACHEN FREI napisał polski plastyk, nawiązując stylistyką do napisu w Auschwitz o pracy, która czyni nas wolnymi. Tutaj wolność dadzą nam reparacje wojenne. Tym rysownikiem, który poraził wszelką lewacką i niemiecką swołocz jest Wojciech Korkuć. Pomysł nie jest nowy, ale w kontekście reparacji tak wyrazisty, że o jednoznaczność nie ma sporu. Można się spierać o nawiązanie, ale o tym powinni decydować Polacy, a nie Niemcy...

Szyderczy żercy

Do zamieszania wokół plakatu z obietnicą, że reparacje uczynią nas wolnymi odniósł się sam autor. Zwrócił on uwagę, że osoby, które atakują jego grafikę występując rzekomo w imieniu ofiar Auschwitz, robią to bezprawnie i całkowicie bezpodstawnie. – To dzieło ma bardzo jasne przesłanie. Oryginalny napis na bramie był skierowany do osób, które tam zginęły. Ten kieruję do tych, którzy ich mordowali, do oprawców – podkreśla rysownik rodem z Mińska.

Bardzo go cieszy, że w końcu zatrybił proces reparacji. Ten plakat czekał 3 lata na publikację. To hasło wisiało już w lutym podczas wizyty kanclerz Merkel. Wtedy nie zwróciło uwagi mediów. Największą przyjemność sprawiła mu Róża Thun, która zauważyła plakat i oskarżyła o chęć zarabiana na ludzkiej krzywdzie. I to historycznej...

Tymczasem jego plakat ma pełnić formę obrony przez atak w związku z zakłamywaniem historii przez niemieckie media i rozpowszechnianie w mediach sformułowań o polskich obozach śmierci. Ofiary Auschwitz nie mogą się wypowiedzieć na temat plakatu, a osoby, które mówią za nich, nie mają do tego prawa. Korkuć ma satysfakcję, że ten mechanizm działa. Skoro zaczął się już temat reparacji, to wypada o nie wystąpić...

Tak oto mało znanym dotychczas mińszczaninem zajęły się krajowe media. Każde na swój sposób, ale wrzawa jest i będzie, póki nie ostygnie sprawa reparacji.

Musimy o nie tylko wystąpić, ale i powalczyć. Tak samo, jak o pamięć po bohaterach, repolonizację mediów, czy białowieską puszczę.

W skali lokalnej problemy są jeszcze boleśniejsze, bo dotykają nas bezpośrednio. Zalewa nas teraz fala dożynkową, więc ludzie chcą się bawić. Niech się cieszą, a władza jest od tego, by choć na kilka godzin przerwać szarzyznę powszedniego trudu lub lenistwa. Może jednak za mniejsze pieniądze i bez szpanu... Tylu mamy w okolicy artystów, że jeden zespół disco-polo na deser całkowicie wystarczy.

Łatwo z powagi zrobić szyderstwo, ale gorzej z jego odkręceniem. Na szczęście każda dobra ironia broni się sama.

A my bądźmy choć trochę autoironiczni. Same piedestały i koturny nie dadzą nikomu autorytetu. Na prestiż trzeba niestety ciężko zapracować...

Numer: 34 (1038) 2017 Autor: WASZ REDAKTOR



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *