X Mivena Etno-Kabaret

Humorystyczne teksty, oryginalne rekwizyty, barwne stroje oraz przyprawioną kabaretowym śpiewem promocję kultury polskich etnoregionów zaprezentowali  uczestnicy X Festiwalu Mivena Etno-Kabaret. Tym razem zastanawiali się nad naturą chłopa, a może nawet kopy chłopa... Oczywiście z kontekstami

Chłopy z kopy

Urok siedemnastu kabaretowych wystąpień wpisał się w prawdziwie rodzinną atmosferę, o czym mówił i czego życzył, witając gości, prezes Miveny – Zbigniew Piątkowski. Nie zabrakło sutych stołów, serdecznych rozmów przyjaciół oraz śpiewaczych popisów i tańców, do których rwało się także jury – Teresa Romaszuk, Henryka  Kacprzak, Kazimiera Szczęsna, Paulina Bratkowska oraz Zbigniew Mądry.
Z roku na rok na Etno-kabaretach zespoły, zasilone często w bogate instrumentarium, prezentują oryginalne scenariusze oraz stroje. Tym razem także sala aż kipiała  od kwiecistych chust, haftowanych kaftanów i koszul, wstążek, zalotnych fartuszków i wianków. Mińskie spotkania z folklorem od wielu już lat stają się inspiracją w jego rozwoju. Przybywa pasjonatów folkloru, którzy z energią i pomysłem ubarwiają klimat swych rdzennych środowisk oraz promują kulturę polskich etnoregionów.
Rodzynkiem tegorocznych kabaretów stał się Henryk Kulesza, który w śpiewie powrócił do najefektowniejszych źródeł kultury kurpiowskiej, ale też zachwycił patriotyzmem i wyśpiewaną a capella opowieścią o małej ojczyźnie czy Polsce. W wystąpieniu „Łotr i nalewka”, niemalże mickiewiczowskim rymem przekonywał, że ci znad Narwi też grzeszyć potrafią, dawał przepisy na przyrost naturalny i podlewał co i rusz kurpsioskiej mioduchy. I nie dziwi wcale, że pod koniec występu, nominowany do Nagrody Oskara Kolberga 67-latek, tak te baby i tę kopę chłopa w sobie rozkochał, że nagroda specjalna (Lelisiacy) oraz honorowa Etno-Psota 2017 stały się dlań wielce zasłużone.
Podobne emocje, wzmocnione humorem, oprawione w obrzędową muzykę, zaprawione także siarczystym tańcem, wnieśli na scenę Kurpie od Myszyńca i wygrali zdobywając 326 na 360 możliwych punktów. Tym razem efektownie wymalowali kryzys na wyzysk, czyli ciąg dalszy stanów małżeńskich. I tak w śpiewnych opowieściach przybliżyli zebranym sny o młodości, pokazali zawiłości kochania, straszyli rozwodem i sądem, by w rezultacie na koniec nie wyrzekać na los i kochać wybrankę czy wybranka do  końca. Nie zabrakło mocnego przytulania czy przekomarzania, ironicznych przyśpiewek Zbigniewa Piątkowskiego oraz kurpiowskiej trzęsionki i powolniaka, że aż spódnice furkotały...
Tuż za nimi Furmani (pięć punktów mniej) także rozgrzewali temat przewodni do czerwoności, a swego chłopa uwalili wprost do łoża. Leżał i czekał tam prawie do  końca, bo rządziły oczywiście baby, które dziergały na drutach, kręciły kołowrotkiem, tkały na krosnach barwne chodniki i przekonywały, że jak się wystroją, chłopów się nie boją. Wszyscy, jak obyczaj każe, zapraszali na potańcówkę w chałupie, bawili się po Bożemu i świętokrzyskiemu. Żywiołowo podkręcali tempo, zadziwiali, rozśmieszali, nie pozwolili popadać w letarg, a babka dopłacała kapeli i przyśpiewką roztaczała przed wszystkimi tęsknoty dla uroków życia z chłopem. I młodzi, i starzy wirowali na ławie, kręcili obertasa, porywali do tańca, muzykantom dosypywali grosików, a na koniec, wśród urodzinowych życzeń, wspólnie z gospodarzem festiwalu poszli na pępkowe. I nikt nie czekał na galę. Wszyscy, zintegrowali się w tańcu, a połączone kapele grały oberka za oberkiem...
Barwne strojem Czerniczanki też dały radę tematowi KOPY CHŁOPA i w humorystycznych przyśpiewkach przywoływały historie damsko-męskie od koci-łapci do babci. Oswajały ze stanem singielskim, a słowami – co wam do tego, kto u mnie nocuje, zachęcały wszystkie babcie, by korzystały z immunitetu. Ba, krzyczały nawet, że pójdą i w konopie, byleby przy chłopie. Publiczność bardzo życzliwie przyjęła artystyczną reprezentację gminy Kłoczew, za inwencję twórczą nagrodziła trzecim miejscem i z wielkim przejęciem przyjmowała figlarne prezenty, które grupa, dla panien, mężatek oraz babć wyjmowała z koszy bez dna.
Retro Band z Ostrowi Mazowieckiej otrzymał nagrodę specjalną za... barwną pocztówkę z minionej epoki. Różnobarwne fałdowane spódnice, chusty przez biodra przepasane czy błyszczące cekiny wpasowały się w koloryt folkloru cygańskiego, a i wplecionego żartu też nie zabrakło. Ubrane w przemyślaną choreografię tańce, piosenki o miłości czy Cyganeczce Zosi zachęcały tylko, by wspólnie z Cyganami w świat szeroki wędrować. Tak namiętnie o tych chłopach śpiewały, że grzechem byłoby nie pomóc..
Nagrodzony wyróżnieniem specjalnym espół Wspomnienie ze Starych Bylin,  przybliżył przyśpiewki o Jasiu i Kasieńce, a potem z dużą dozą wazeliny, wyśpiewał całą prawdę o organizatorze etno-kabaretów. Baby z zespołu twierdziły nawet, że by sam wystarczył im za kopę chłopa. Przekonywały także, że lepiej kochać wszystkie  naraz, niż jedną zarazę i chciały... buzi. Zastanawiali się przy tym, czy w starym piecu ogień się jeszcze pali i czy wypada o takich bezeceństwach śpiewać starej babie. Na szczęście zostały jednak wspomnienia, przekonywali na koniec... bo w kościach trzeszczy, jak jasna cholera... Przy tym, na koniec okazało się, że jakie chłopy, takie baby.
Seniorynki z Podlasia z kierowniczką Danutą Kalinowską też nie zawiodły. Dobrze jest emerytem być i beztrosko sobie żyć, przekonywały i ukazały śmiechu warte wesołe perypetie staruszków oraz zastanawiały się, która to emerytura. Rzecz jasna, z pikantnym smaczkiem, bo taka była przecież myśl przewodnia. Uśmiech, temperament i żywioł przedwojennych dziewcząt oraz oryginalne teksty Seniorynek także zostały nagrodzone wyróżnieniem specjalnym.
Podobnie nagrodzonym Iwowiankom z Iwowego także nie zabrakło ikry. Było nawet ostro, bo ukazały wioskę bez chłopów. Otrzymały brawa za kłótnię sąsiadek, audycje radiową, taniec z garami czy bliskie kontakty z chłopami. Oczywiście nie tymi od Reymonta...
A Węgrowianie przekonywali, że zakochani wiecznie będą i nawet trochę świntuszyli. Przed widzami roztaczali straszne wizje. Chociażby o tym, jak to chłopów zabrakło, a
światem miały rządzić same panny. Było nudno, smutno, jak w klasztorze. Okazało się, że był to tylko sen.
Srebrzanie bez przeszkód wprowadzili wszystkich w pełną przyjaźni, weselną atmosferę. Ubrane w kwietne spódnice aerodynamiczne dziewczyny śpiewały o gorzałce,
trumnie, ślubach i finansach. Przyśpiewkami ostrzegały także panny, by w chłopach nie przebierały i zamiast kanarka, wróbla nie dostały. Chłopom także się dostało, bo okazało się, że są jak parowe młyny, bo latają od jednej do drugiej dziewczyny. No i miały wreszcie pożyczonych z kapeli Mazowszaki chłopów...
Eko-kabaret URLE zastanawiał się i rozprawiał o starości, konserwowaniu niewieściej urody i pytał, jak wygląda chłop ekologiczny, a Młodzi i z duchem ukazywali w skeczach perypetie małżeńskie oraz wykazywali, że nie tylko Polska, także zdrowie może być w ruinie. Największe jednak kłopoty sprawiała drzazga (z małą ilością żywicy), w której płomień się ledwo tlił. Trzeba ją podsycać, bo przecież nikt nie chce, by zniechęcona żona chodziła na plazmę do sąsiada...
Pozostałe zespoły także oscylowały wokół przewodniego tematu. I tak Wrzosowianie do godnego życia nawet po kopie, a Gwizdalankizwodziły zalotnymi kieckami i ażurowymi  fartuszkami. I ostrzegały, że gdy masz ładną żonę, to nie wychodź z domu, bo wielu sąsiadów piekła się nie lęka. Jednocześnie przekonywały, że życie nie ma sensu, gdy chłopa brak.
Przełomiaki mają wspólnie 549 lat i tyleż samo, jak twierdzą, ochoty do życia. Im się chce. Były więc piosenki o miłości, kochaniu, ożenku, a nawet o cnocie. Rzecz jasna, wszystko na wesoło.
Tym razem Ludwinianki pokazały kiepski żywot z chłopem, a scenariusz (jak same twierdziły) powstał z miłego nakazu wójt gminy Hanny Wocial. Może dlatego chłopom się przeciwstawiały i już feministycznie opowiadały o kobiecej niedoli oraz o marzeniach, by chłop dobrze się starał we dnie, i w nocy, by nie potrzebował sąsiada pomocy.
Artyści z zespołu Pod Różą przypominali, że fajny chłop z niego był. Przekonywali, że chłop (zwłaszcza młody) nie zawsze jest lekiem na całe zło, że bez niego żyć się nie da. Galę wręczania nagród jubileuszowego etno-kabaretonu poprzedziło wielkie granie połączonych zespołów, a w nim koncert specjalnych pieśni prezesa Miveny o gospodyniach i samym wydarzeniu, które... w sercu pamiątkę zostawi na zawsze nim oczka się spalą, zanim wszystko zgaśnie.
A pięciotysięczną pule nagród podzielono na 17 zespołów od 600 do 200 złotych. Pomagał je wręczać wójt gminy Stanisławów Adam Sulewski, a jury orzekło, że festiwal wkracza na coraz wyższe rewiry artystyczne i wydaje się, jakby go organizował sztab ludzi. Taki był bogaty i dopięty, a jednocześnie swobodny i radosny...

Numer: 19 (1023) 2017 Autor: (tr, jaz)



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *