ZOZ rozwojowy

Czym jest e-zoz? To, mówiąc urzędowo, system świadczenia e-usług poprzez wykorzystanie procesów wspomagania zarządzania procesami informacyjnymi i biznesowymi w zakładzie opieki zdrowotnej. Prościej sprawa polega na zastąpieniu komputerami segregatorów i papierkowej roboty. Nie jest to łatwe, ale dyrektor Romejko chce być nowoczesny przed czasem, a nie w ostatniej chwili przed konsekwencjami unijnych przepisów. Mimo faktu, że nasz ZOZ ma milionowy niedobór i zła opinię o swej pracy

Zdrowie do sieci

Beneficjent – Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Mińsku Mazowieckim, główny finansista – Unia Europejska przez Program Operacyjny Województw Mazowieckiego na lata 2007-2013, priorytet – przyspieszenie e-rozwoju Mazowsza, wartość – 4 246 613 zł, z czego kwota dofinansowania – 3 609 138 zł, czyli nie więcej niż 85% kwoty całkowitych wydatków kwalifikowanych.

Proszę się nie przerażać nomenklaturą i liczbami, bo takim słownictwem rządzą się unijne dotacje, a miliony zapewne nie pójdą w błoto. By to udowodnić dyrekcja mińskiego ZOZ zwołała na piątek 28 września spotkanie wyjaśniające, pokazując zalety projektu zarówno od strony zarządzania placówką, pracy jej lekarzy, jak i rejestracji pacjentów.

Frekwencja była mierna, co nie przeszkadzało chwalcom na prezentację systemu, dostępu do aplikacji i wygodę funkcji. Nie bez uwag, jak to trudno starszemu lekarzowi wystukać na klawiaturze receptę, co znacznie wydłuża wizytę, a wszystkich naraża na stres.

Jednak nie lekarze wydawali się oczkiem w głowie dyrekcji szpitala powiatowego w Mińsku, a pacjenci przychodni i placówki kierujące chorych do mińskich specjalistów. Ale w tej części spotkania dyrektora Romejkę zastąpił główny administrator Mariusz Martyniak wspomagany przez ginekologa Marka Florczaka, który teraz jest wicedyrektorem ds. medycznych.

Obaj panowie z entuzjazmem opowiadali jak to teraz dogodzą pacjentom, jacy to oni będą szczęśliwi i z takim nadmiarem czasu, że zapewne przestaną chorować. Wszystko dzięki e-rejestracji, która jest dostępna każdemu, kto ma komputer z internetem. Dzięki sieci każdy pacjent może założyć sobie konto, które nie jest jednak żadnym dokumentem medycznym. ZOZ nie ponosi też odpowiedzialności za przechowywane tam dane. Jak w banku – jeśli udostępnisz hasło lub kod, każdy może sięgnąć po twoją historię choroby i wykorzystać ją nawet do niecnych celów. Oczywiście dotychczasowe papierowe archiwa będą do dyspozycji lekarzy i chorych, bo system uruchomił się tuż przed konferencją 28 września.

Co ciekawe – każdy będzie mógł skonsultować się z lekarzem przez skype i pogadać z nim w cztery oczy za darmo. Jednak – co podkreślał dr Florczak– żaden internet nie zastąpi wizyty w przychodni. A ta może być jeszcze bardziej odległa niż obecnie. Wystarczy, by jakiś haker zarezerwował wszystkie wizyty u wszystkich lekarzy i klops. Zostaje rejestracja tradycyjna czyli przez telefon i przy okienku.
Tam może spotkać nas miła niespodzianka, bo mimo pełnej rezerwacji specjalista pozostaje bezczynny. Gorzej, gdy system okaże się nieszczelny i na tę samą godzinę przyjdzie do lekarza dwóch lub trzech pacjentów. Jeszcze gorzej, gdy specjalista po prostu nie przyjdzie na dyżur, ale jak dowodzi dr Florczak, takie sytuacje są sporadyczne i nieprzewidywalne w każdym systemie. Okazało się także, że nie ma problemu z dziećmi, którym rodzice mogą założyć osobiste konta, ale nie z własnym adresem e-mail. To – jak przyznał wicedyrektor Martyniak - jest sporą wadą systemu, ale przecież i w kontaktach z przyjaciółmi jednym adresem pocztowym nie obsłużymy całej rodziny. Zapewne więc zasada 1 konto = 1 e-mail będzie regułą na długie lata e-rejestracji. Taką metodą będzie się leczyć co piąty pacjent. Nie wiadomo czy jakiś czas czy ruski miesiąc aż do nowego systemu. Nie wiadomo też kiedy zostaną uruchomione e-recepty i jak mają się e-rejestrować ludzie starsi, którym akurat tak forma najbardziej by pasowała.

Jak zdradzili wicedyrektorzy, tylko dwie osoby chciały się dotychczas zarejestrować, ale zabrakło im determinacji. Podobno nie poczekali na akceptację samego dyrektora Romejki.

Poza tym goście – szczególnie były dyrektor Janusz Sobolewski - i dziennikarze dopytywali czy dzięki e-usługom polepszy się opieka zdrowotna, lekarze zmienią swoje trudne charaktery i podwyższą kwalifikacje, bo na razie nie jest najlepiej. Wicedyrektor Florczak wyraźnie zirytował się taką opinią i nalegał, by szpitalowi bardziej pomagać, a nie pogarszać jego wizerunek w oczach pacjentów. Oczywiście, wedle życzeń, ale nie pobożnych, bo one nie zapędzą chorych do szpitala i do ciasnych korytarzy przychodni. One też nie ukrócą skarg, które nieustannie otrzymuje nasza redakcja.

Trzeba więc wszystkim życzyć, by sieć okazała się łaskawsza od bezpośrednich kontaktów z mińską ochroną zdrowia.

Numer: 2012 40 Autor: J. Zbigniew Piątkowski



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *