XII Festiwal Chleba 2016 /1/

Na tuzinowy festiwal chleba najpiękniejszy bochen przywieźli Kurpie od Myszyńca i... okazali się najlepsi spośród 25 zespołów koncertujących na scenie. Jednak wygrali nie dzięki prezentowi, a muzyce, leśnym śpiewom o chlebie i miłości oraz tańcom z okrąglakiem, który zaorywał scenę... Popisywały się także śpiewające duety, a już na festiwalowym placu wystawcy chlebowych stołów i potraw regionalnych. Wszyscy otrzymali nagrody finansowe i prezenty przekraczające wartość 20 tysięcy złotych

Folklor na tuzinie

Tak powinny wyglądać każde dożynki – mówili znawcy gminnych świąt plonów, którym niesmaczne opisy disco-polowych gwiazd. Na naszym festiwalu ich nie ma, a jeśli pojawia się popularna muza, to najwyżej biesiadna.
Są za to pełne radości piosenki o pracy ludzkiej i o chlebie, jest muzyka przechowywana w pamięci od pokoleń, są barwne stroje oraz wianki, tańce i korowody splecione kłosami, jarzębiną, wrzosem i wiatrem. I jest przede wszystkim pomysł na radość, by ją pamiętać przez lata, a jak trzeba przypominać utrwalonymi zdjęciami i filmami.
Tak więc przesłaniem dostojnych pieśni i swawolnych piosenek konkursu estradowego Od ziarenka do bochenka jest zawsze radość życia, zaproszenie do zabawy, umiłowanie trudu codziennej pracy oraz szacunek do jej owoców. Dostatek tych ostatnich gwarantuje miłość i właśnie o niej artyści śpiewają najczęściej. Nie zabrakło na gościnnym placu Budowlanki promotorów dziedzictwa i jego koneserów, jak chociażby Bogusławy Bednarskiej czy Zbigniewa Mądrego, który tym razem nie tylko filmował, ale i przewodził jury, oceniając występy z Teresą Romaszuk, Henryką Kacprzak i Pauliną Bratkowską.
Na pierwszy estradowy ogień – dosłowny, bo parzyło od słońca – poszły duety. I tak Barbara i Piotrek wymalowali śpiewem barwne historie o miłości, a  Wsiowe Śpiewanie wprost z Gór Świętokrzyskich o rumianeczkach, orce, cielątku, Janeczku, co bijał czy jarmarku. Twórczy Myszyniaki kwilili o kwietnych polach, lasach i tańcowaniu, a Ulaniacy żalili się, że mama ich bije za całowanie.
Etno-Mińszczanie, wyczarowywali barwne historie o konikach w sadzie i talarach, Basia i Krzysztof przekonywali, że miłość nikomu nie szkodzi, a Ożenek z Zalesianek zachwycił wymyślnym strojem, filuternym tekstem i wesołą przyśpiewką o próżniakach, goździkach, konikach, wianeczkach i ciąży.
Darjanki w roli głównej z Darią Kowalczyk, ustrojoną w ukrochmaloną spódnicę i w czepiec wkręcony w blond warkocze zachwyciły śpiewem. Wymalowały przy tym opowieści o rozmarynie, liliach, jasieńkowych oczkach i rozkochaniu. Grześki natomiast zachęciły do tańca, a muzyką zabarwione strofy o kłosach, błękitnych oczach, dorodnych polskich dziewczynach.
Wolkomińskich, czyli Weronkę i Zbyszka zachwyciły opowiastki o gorzałeczce, komorze, gdzie z dziewczyną się można schować i mamie, co syna pilnuje, by przed weselem nie było chrzcin.
Ich dwoje zaśpiewało o kochaniu, błądzeniu, marzeniach i oszukaństwie kawalerów, Porębiacy czyli Teresa Nejman z wnuczkiem uraczyli zebranych wyśpiewanym i wytańczonym krakowiaczkiem, a na koniec Wolkozianie przekonywali o swej miłości i o tym, że niczym jaskółeczki będą piastowali syna icóreczkę.
Wygrało Wsiowe Śpiewanie, a tuż za nim trzy duety kurpiowskie, czyli Wolkomińscy, Wolkozianie i Darjanki.
Koncerty zespołów trwały pięć godzin. Już na początku niemałą sensację wzbudzili najmłodsi Jakubowiacy, podopieczni Zofii Kowalskiej, którzy tym razem przygotowali sentymentalną mozaikę piosenek z dzieciństwa. Podbielanki z Mazowsza Leśnego, czyli otwockiego śpiewały o owocach pracy na roli i kołysały swymi granatowo-białymi strojami w rytm dźwięków akordeonu.
Dziewicze, bo pierwszy raz w Mińsku, Sobotnie Granie, zachwyciło dojrzałym śpiewem i żarem miłości do ojczystej Kurpii Zielonej. Okazało się nawet, że w erze komputerów, to analogowe – podkreślone młodością artystów oraz bębnem i skrzypcami granie, wszystkim pasowało. Nic dziwnego, że kto potrafił tańczyć po kurpiowsku, ruszył z miejsca, że tylko spódnice furkotały...
Iwowianki zaś o urodzie dziewcząt i pracy ludzkiej i wesoło wspominały stare czasy. Bo tak naprawdę każdemu przecież brakuje kiszonej kapusty, pączków na zapusty, razowej panierki, z sadu węgierki, masła robionego, mleka zsiadłego i ciasta drożdżowego.
Goszczący pierwszy raz na festiwalu Sami Swoi opisywali śpiewnie swą małą ojczyznę i zachęcali do ożenku. Nie zabrakło dopingu. Goście ze  świętokrzyskiego zagrzewali gwizdem i donośnym śpiewem tuzin gospodyń z kielecką fantazją.
Gdy nie ma chleba, wszystko dolega – śpiewała grupa Eko-Urle Barbary Kowalczyk i zachęcała, by chleb szanować, bo to boży dar. Opowiadała także z humorem o ciężkiej doli chłoporobotnika oraz o tych, co dobrze płaczą. Tym oczywiście z nieba zleci zapomoga, zasiłek, obiadek dla dzieci. Grupa proponowała też taniec, toteż wszyscy brali się pod boki i kręcili się przy cichutko popiskujących skrzypeczkach.

Ustrojone w wianki, fartuszki, pasiaki i serdaki nadbużańskie Sielanki prezentowały się na festiwalu 11 raz, strojąc gospodarza – Zbyszka Piątkowskiego w całkiem urodziwy wianek. Nie miał wyjścia i musiał zaśpiewać razem z nimi. Rozkochane Seniorynki z Sokołowa zachwyciły poezją piosenek o polskich kwiatach i z uczuciem opisywały naszą gościnność.
Dąbrozianki też były pierwszy raz, a wyśpiewały kurpiowskie opowieści o chlebie, zapewniając, że po nagrody nie przyjechały. Co innego Wspomnienie Zofii Łysakowskiej, które zawsze mieści się w czołówce, a w tym roku za 12 obecności otrzymały zaległą Honorową Bochnę Miveny.
Po nich – jak się później okazało – wystąpiła festiwalowa elita Pelagia, Furmani, Miniaturki i Kurpie od Myszyńca. Według oceny jury i kierowników zespołów, zdobyli oni powyżej 166 punktów na 200 możliwych, a najwięcej –185 punktów uzbierali Kurpsie łod Mysańca, które – jak i Furmani – zachwyciły śpiewem, ruchem scenicznym i tańcami.
Wielkie brawa i uznanie otrzymała tego dnia Zofia Charamut - najstarsza śpiewaczka festiwalu, trzykrotna zdobywczyni festiwalowej bochny i  zdobywczyni tegorocznej nagrody Oskara Kolberga. - Kto lubi folklor i tradycje, chciałby doczekać takiej chwili – przekonywał Zbigniew Piątkowski, życząc, by jeszcze przyjeżdżała, by zdrowie pasowało jej do wszystkiego i by koniecznie odzyskała dawny chód bez wspomagania. Bo zaś przypomnieć dawne czasy, zaśpiewali razem trzy pieśni. O czym? Oczywiście, o miłości, choć ta ma różne i czasami dziwne oblicza.

PS. Wszystkie nagrody są w z akładce festiwalowej na naszej witrynie, a o stołach chlebowych, potrawach regionalnych, folklorze z kartki i kulisach festiwalowej gali napiszemy już za tydzień.

Numer: 38 (989) 2016 Autor: (ret, jaz)



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *