Krajewski w MBP

Koniec października należał w Miejskiej Bibliotece Publicznej do mistrza polskiego kryminału Marka Krajewskiego. Niektóre powieści z tego gatunku wciągają w akcję miliony czytelników, czytane są jednym tchem i nic dziwnego, że i tym razem skupiły całkiem sporą grupę zagorzałych amatorów tej rozrywki. Oczywiście, również wtedy dali się porwać wyobraźni

Smaki i dreszcze

Krajewski w MBP / Smaki i dreszcze

Autor kryminałów o Eberhardzie Mocku, pracowniku wrocławskiego Prezydium Policji trzymał mińskich czytelników cały czas w napięciu. Niewątpliwie ma w tym wprawę, bo – jak sam powiedział – autorzy kryminałów wymyślają theatrum mortis, czyli teatr śmierci.
W serii, która ukazuje się już od 1999 r. wydał już cztery dzieła. Jego najnowsza książka – „Rzeki Hadesu” szybko znalazła się na listach bestsellerów, podobnie jak pozostałe z cyklu o Edwardzie Popielskim. Wszystkie zwykle są makabryczne, pedantycznie zaplanowane, zawierają zwartą i precyzyjną akcję, tradycyjną narrację. Pogmatwane wątki, skomplikowani bohaterowie, mroczne sceny, które sprawiają, że serce podchodzi do gardła, a także szczypta humoru, pieczołowicie odtworzone obrazy Lwowa i Wrocławia czy „szkiełkiem” badacza przywołane kulinarne smaki.
Marek Krajewski uważa się za czeladnika wielkich mistrzów, który zawodowo zajmuje się pisaniem książek. Kryminały, zawierające diagnozę czasów, prawdę o życiu i będące zwierciadlanym odbiciem społeczeństwa, były jego miłością już od dziecka. Swoją mozolną – zabierającą wakacje – przygodę z pisaniem rozpoczął jeszcze jako wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego. Odcięty od telefonu, bez sobót czy niedziel i skromnie, tylko z prowiantem w słoikach, z matematyczną wręcz precyzją odmierzał w dziesięciogodzinnych dawkach kolejne losy swych bohaterów. Byli oni najczęściej nasyceni cechami swego twórcy. Władali biegle grecką, używali zwykle łacińskich sentencji, uwielbiali logiczne gry, grali w szachy oraz w brydża towarzyskiego, byli pedantyczni, cierpliwi, pracowici oraz dociekliwi.
Pisarz, pełniący obecnie rolę Ambasadora Wrocławia odtworzył w swoich książkach wierny obraz tego miasta, a także Lwowa. Prace, takie jak skrupulatne studiowanie map, spisów, fotografii, listów, reklam, opracowań, gazet, akt IPN, książek (chociażby telefonicznych) i monografii, rozmowy z historykami czy też żyjącymi świadkami lub wnikliwe poszukiwania w Internecie w efekcie pozwalały przybliżyć scenerię dawno zapomnianego świata.
Uhonorowany Paszportem Polityki autor okazał się także smakoszem kulinarnym, miłośnikiem muzyki, kibicem piłki nożnej, amatorem joggingu, znawcą medycyny sądowej oraz obciążonym dziedzicznie gawędziarzem.

Numer: 2012 46   Autor: Teresa Romaszuk





Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *