Żeromski w Mińsku

   Stacyjkę kolejową w Mińsku Mazowieckim mijamy obojętnie. I błąd. Hołubi ona bowiem swoją liryczną, a nawet literacką tajemnicę. Była przystanią, miejscem spotkania i  rozłąki kochanków: Stefana Żeromskiego i pięknej Heleny

Romans z kłosów

   Patrzyła mi w oczy – nie było w tym wzroku miłości, żalu rozpaczy – była modlitwa jakaś natchniona, coś jak poezja…. Krzyż nad głową mi zakreśliła… Zapłakała chora Józia. Dziwna śmieszność, wielkie prawo: matka i kobieta anioł… Matka zwyciężyła – pisze w „Dziennikach” Żeromski. Kazała mu jednak patrzeć w pierwsze okno, gdy pociąg ruszy. Spojrzał i stała w nim. Dojrzał postać niewieścią, charakterystyczną
fryzurę, kibić układająca się w przyspieszającą tętno klepsydrę.


   Piękna Helena – jak to złośliwie się plecie od antyku – miała swego Menelaosa. Leon Radziszewski, mąż i ojciec dwóch córek. Wszyscy się znali. Ba, chadzali na  spacery. Na pola, tuż za Nowo Mińskiem – taką bowiem nazwę narzucił Mińskowi  zaborca. Miasteczko było dziesięciokrotnie mniejsze niż dziś: liczyło 3000  mieszkańców, w połowie Izraelitów. Helenie z Zethaimerów Radziszewskiej spacer z młodym pisarzem zrujnowałby reputację. Ruszali zatem miedzą we troje. Przodem  kroczył pan Leon, za nim drobiła krok ona, Żeromski zamykał orszak. Mijali kraj  lasu i nurzali się między zagonami żyta. Helena szła dwa kroki przed nim.  Aksamitny stanik otaczał jej ramiona, ściskał w pasie; ulubiona suknia czasami tylko pozwalała dojrzeć brzeżek bucika, a głowę w całości skrywała parasolka. Ani  razu się nie obejrzała. Rozmawiała lekko i swobodnie z mężem, zrywając od  niechcenia kłosy zboża. I wtem nie odwracając się, wysunęła ku pisarzowi nonszalancko obnażoną aż po łokieć rękę. W dłoni ściskała 6 kłosów żyta. Bezgłośnie przeliterował: – Kocham. Tak wybuchł namiętny romans, który trwał 6  lat. Były w nim upalne lata, były mroźne zimy.

   – Nie kochajcie się nigdy (…) w mężatkach! Bezwiednie was znieprawią, ośmielą, zdemoralizują, zaklinać będą, by je idealnie kochać. (…) Napoją was taką  rozkoszą, taką straszną, niepohamowaną, grecką podarują wam noc, że stracicie rozum, wolę, honor, pamięć, sumienie, stracicie możność myślenia. Potem każą  wam patrzeć na karesy męża, co nauczy was czuć ku temu mężowi zbrodniczą nienawiść, wreszcie posieją w duszy zgryzotę, żal, miłość, niewiarę, niechęć, smutek, łzy, wzgardę do samego siebie – a same pójdą do spowiedzi do samego księdza dziekana i przysięgną „przyjmując Najświętszy Sakrament”, że nigdy już grzech ich nie powtórzy się – przestrzegał Żeromski targany burzą uczuć.

   Darmo wołał, bo i sam nie chciał słyszeć tego głosu. Karty „Dziennika” zadają temu kłam. Opisuje spotkania rodzinne, na których ich oczy spalały się w  zderzeniu, a dla postronnych podobnież miały pozostawać matowe. – Mówiła mi kiedyś – pisze autor „Snu o szpadzie” – Gdybym była twoją żoną, widziałbyś jak ja umiem kochać… Nie umie lepiej, jak kochała wczoraj. Wyuzdana zmysłowość
wtóruje bezbrzeżnej namiętności. Nie dziwię się, że Kleopatra umarła po ostatniej namiętnej nocy. Po takiej nocy tylko umrzeć. I po chwili dodaje: – Ach, któż pojmie ten straszny czar, jaki rzuca kobieta rozwinięta w pełni? – wobec niej, czym będą wszelkie dziewoje?. Helena liczyła 38 lat. I żadna metrykalna młódka nie mogła jej   dorównać.

    Pytacie jak to się skończyło? A jak się mogło skończyć?! Leon Radziszewski zapewniał byt i spokój wewnętrzny małej Józi i Maryli. Żeromski zadbał, by pamiętniki opisujące uniesienia ich matki ukazały się w 25 lat po jego śmierci. Ale piękna Helena zyskała nieśmiertelność. Bo niby czemuż główna postać kobieca
„Popiołów” nosi imię Helena? Nie ma zbiegów okoliczności, są tylko zbiegowie kajdan obyczaju i żeglarze wiedzieni różą wiatrów.

Numer: 2012 45 Autor: Andrzej Kamiński



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *