DRODZY CZYTELNICY

Można chodzić po ziemi, ale można także latać. Onirycznie lub metaforycznie. To nic trudnego, bo do latania potrzebna jest tylko miłość i wyobraźnia. Należy jednak pamiętać, że powroty po takim bujaniu w obłokach bywają trudne, a nawet bolesne, jeśli nie umiemy... lądować. Jeszcze boleśniejszy bywa kapitalizm, w którym mniejszy jest na przegranej pozycji. Czy zawsze?

Złości jakości

Zanim będzie o żarłocznym, obcym kapitalizmie, spójrzmy na życie. Wszędzie trwa walka. Czasem o lepszy byt, czasem o przetrwanie...

– A jakie media na polskim rynku pozostały? Zakamuflowany system likwidacji niezależnych mediów zbiera swoje żniwo. W tej sprawie także jest cicho. To dystrybutorzy mediów decydują, co zwykły Polak ma czytać i oglądać. W tej sprawie także cicho. Niemiecki koncern medialny Polskapresse wykupił Media Regionalne, stając się w ten sposób monopolistą mediów regionalnych. W tej sprawie nie liczni mają odwagę mówić. Większość dziennikarzy w obawie o swoje stanowisko pracy ma zakaz lub się boi ten temat poruszać. Kim obecnie jest dziennikarz? W praktyce jest pracownikiem, który wykonuje polecenia pracodawcy – napisał do mnie jeden z wykupionych przez ów niemiecki koncern. Podpisał się, ale i tak wie, że wyleci przy najbliższej okazji. Biadolenie to, czy walka o przetrwanie. Dość nierówna, bo przecież atuty ma tylko niemiecki, francuski czy norweski wydawca.

Tygodnik Co słychać? był, jest i będzie polski. Tak samo telewizja, choć z utrzymaniem niezależności nie jest łatwo. Jednak nie biadolimy, nie wzywamy pomocy, a po prostu robimy swoje, byście mogli nas czytać i oglądać.

Piszę o tym nie bez powodu, bo każdy z ponad 800 wydanych numerów powinien mieć kilka stron więcej, żeby się nam wszystko zmieściło, a na stworzenie odpowiadającej nam szaty graficznej powinniśmy zagospodarować co najmniej 44-48 stron. I tak by się stało, gdybyśmy zrezygnowali z papieru LWC. Czy jednak warto kosztem jakości pójść w stronę ilości, czy – mówiąc prościej – bylejakości?

Pytanie pozostawiam otwarte, licząc na głosy czytelników, do których instynktu mieliśmy i mamy zaufanie.

No to co nam zostało w archiwum? Przede wszystkim dwie ważne dla mieszkańców powiatu wydarzenia – mińskie przełaje połączone z festynem w parku i zjazd opiekunów pracowni internetowych w Mrozach. Obie imprezy sfilmowaliśmy, więc prosimy o cierpliwość, która na pewno będzie wynagrodzona. Jak nasza telewizja, którą od początku obejrzało ponad 40 tysięcy osób, wchodząc na stronę internetową prawie 350 tysięcy razy. Tak działa skala, którą trudno sobie wyobrazić bez spojrzenia na statystyki. A te, jak wiadomo, nie kłamią.

Gorzej z ludźmi, którym nie podoba się nasza niezależność. Lubią czytać o innych, a sami udają świętych. Jak opisywana przed tygodniem posłanka, która znowu błysnęła wśród celebrytów. Tym razem miała rację, bo marsz szmat to protest tak wstydliwy jak brudne gacie. Przypomniało mi się Lubiewo z powieści Witkowskiego opowiadające o ciotach PRL-u. Bo wtedy też funkcjonowali pederaści i lesbijki, ale znacznie potulniejsze od dzisiejszych. No, ale oni mieli trochę wstydu, a tego akurat brakuje dzisiaj i gejom, i nadaktywnym posłankom.

Warto czasami poczekać, a nawet przeczekać. Niech burze przechodzą poza nami, a my będziemy dbali o jakość bez biadolenia i złości.

Numer: 22 (817) 2013 Autor: WASZ REDAKTOR



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *