Stanisławów jubilatów

Wszystko było tu pierwsze… Pierwszy raz wójt Kinga Sosińska przypinała do piersi jubilatów prezydenckie medale, pierwszy raz w sali domu kultury wybrzmiała muzyka, a jubilaci pierwszy i jedyny raz publicznie świętowali swoje małżeńskie pożycie. Splatała wszystko radość, taniec i niepowtarzalna aura gorącego początku lata…

Złote sploty

Zabytek jednak ma w sobie coś, czego nigdy nie będą miały nowoczesne budynki, a na pewno nie siermiężne urzędy z czasów PRLu. Jednak najważniejsi są ludzie, swoisty spiritus movens w roli inspiratora dobrych działań.
Wszyscy przybyli do zabytkowej sali starali się, by ducha przyjaznej zabawy nie zabrakło. Zarówno władze gminy, które z polotem nagradzały jubilatów, jak i sami 50-letni nowożeńcy, z których aż trzy pary zasłużyły na naszą nagrodę demograficzną. Państwo Kruszewscy i Wierciochowie z Lubomina za czworo, a Boruccy z Łęki za pięcioro dzieci. Rodzicielki otrzymały zestaw płyt DVD z naszych 25 ludowych festiwalii równie ludową  śpiewkę, by z mężami przypomniały sobie młode lata pełne zauroczeń i błędów. One również najmłodziej wychodziły za mąż i to za wcale nie tak młodych kawalerów.
W sumie z sześciu obecnych par urodziło się 18 dzieci, które dały jubilatom aż 42 wnucząt i tylko jedno prawnuczę.

Jubileusz wzbogaciła muzycznie Justyna Kierczyńska-Kulińska. Wygrała na skrzypcach Ave Maria Szuberta, Halleluiah Kohena, a już mniej poważnie  przypomniała pieśń wielkiej miłości Seweryna Krajewskiego, tańcu przez całą noc Jantar, walca Barbary, nieznanych dniach Marka Grechuty i  obowiązkowo o kochaniu, które łatwo tylko wypowiedzieć Piotra Szczepanika.

Szlagiery z życiem splotły słowa wójt Kingi Sosińskiej. – Wy najlepiej wiecie, że małżeństwo to nie tylko piękne i podniosłe chwile. To także dzielenie się troskami i smutkami. Na radość płynącą z tego jubileuszu zasłużyliście przez wytrwałość w miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej – mówiła do jubilatów, życząc im wielu lat wspólnego szczęścia, rozkwitającej radości i niegasnącej wiary, że miłość może przenosić góry, a każdą burzę można przetrwać. Niech płomień miłości nie gaśnie aż do kolejnych, nawet dębowych godów. Wtedy będą mieli po sto lat, więc uczucie wzrośnie o specjalny, wielotysięczny dodatek do emerytury…

Numer: 28/29 (1136/1137) 2019 Autor: J. Zbigniew Piątkowski



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *