DRODZY CZYTELNICY

Po pogromie Izraela na naszym narodowym widziałem cieszących się Polaków. Zmartwiłem się tym bardzo, bo – jak wiemy – przedwczesna radość nie prowadzi do niczego dobrego. Zacząłem sobie wyobrażać, że znokautowani żydowscy piłkarze oskarżą nas o wszystko, co haniebne, a nawet o kontakty z siłami nieczystymi. I nie myliłem się, choć wcale nie czuję satysfakcji. Może dlatego, że widziałem ostatnio żydowski kufer pamięci, a może z powodu listu młodego mińszczanina, który wbrew widocznym zmianom, wróży miastu niepewną przyszłość…

Pudry na udry

Zaczytałem się w tych analizach na temat miasta, że aż straciłem poczucie realności. Nasz profeta raczył stwierdzić, że – cytuję – Mińsk rozwija się  bardzo intensywnie. Widać to na każdym kroku. Nawet osoby, które mieszkają poza miastem, przebywające w jego granicach tylko od święta, nie mogą temu zaprzeczyć. Czy jednak to, co dzieje się w Mińsku możemy rzeczywiście nazwać rozwojem, czy może jedynie nieustannym pogłębianiem utopijnej wizji, której skutki coraz intensywniej odbijają się na mieszkańcach, choć jeszcze są niezauważalne dla niewprawionego oka?
No, no – myślę sobie – będzie ostro, czyli po mojemu. Niestety, nasz mędrek ma ciekawe, ale już wielokrotnie u nas opisane fanaberie inwestycyjne obecnej władzy. Pisze o nowych chodnikach, ulicach, modernizacji parku i mińskich wizytówkach jak pałac Dernałowiczów.
I tak dochodzimy do swawoli deweloperów w kontekście polityki władz miasta. Czytamy więc, że od kilkunastu lat na terenie miasta intensywnie działają deweloperzy, a nowe blokowiska wyrastają jak grzyby po deszczu, rozpychając się na każdym wolnym fragmencie przestrzeni miejskiej,  wykorzystując do granic możliwości ustalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który wyraźnie temu sprzyja. Jednak mieszkania to nie wszystko…

No właśnie, w czym leży sedno? W braku parkingów i korkach. Ble, ble – my o tym wiemy od kilku lat. Wiemy również, że burmistrz chce wypchnąć samochody z centrum miasta.
Dlaczego w Mińsku ruch jest tak duży? – pyta nasz respondent. I od razu odpowiada, że to przez gęstość zaludnienia. Ani alfa, ani omega, bo o tym wiedzą nawet mińskie dzieciaki. Wiedzą także, że jesteśmy sypialnią Warszawy, że właśnie tam się leczymy, kupujemy i mamy w dupie nasz handel i usługi. No chyba tylko w ekstremalnych sytuacjach łaskawie tzw. warszawiaki dadzą zarobić lokalnemu przedsiębiorcy.
Wiemy także, że nowi nie sprowadzają się do Mińska po to, by tu pracować i zakładać rodziny, a tylko dlatego, że miasto ma bardzo dobre połączenie z Warszawą.
Korzystają na tym deweloperzy, a miasto traci kolejne tereny zieleni, zabudowując absolutnie każdy fragment przestrzeni. Zabudowywane są korytarze przewietrzające miasto, a także kolejne – i tak już bardzo nieliczne – skwery.

Nasz wieszcz dowodzi, że ich dalsza swawola przy niemej akceptacji władz miasta może doprowadzić do… przeludnienia. Twierdzi, że tak bardzo permisywna gospodarka przestrzenna daje ogromnie negatywne skutki w perspektywie kilku lat, a zaliczyć można do nich nie tylko niską jakość powietrza oraz korki na ulicach. Sięgają one znacznie dalej, zwłaszcza w strefie społecznej (uzależnienia, wykluczenia, wzrost przestępczości), ekonomicznej (bezrobocie, wypychanie wykwalifikowanych pracowników w stronę Warszawy), a także przestrzennej (brak odpowiedniej infrastruktury, chaos przestrzenny). To ostatni gwizdek, aby podjąć jakieś działania.
W porządku, tylko jakie? Może trzeba będzie podpowiedzieć mińskim radnym, by ci z kolei zmusili do działania Jakubowskiego. Jakież to byłyby piękne udry bez pudru dominacji…

Numer: 24/25 (1132/1133) 2019 Autor: Wasz Redaktor



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *