DRODZY CZYTELNICY

Urodzeni w czerwcu mogą być bliźniakami lub rakami. Właściwie jako skorupiaka nie powinny mnie obchodzić problemy dychotomiczne, ale rozdwojenie jaźni jest ze wszech miar historyczne, a nawet histeryczne. Tak, czwarty dzień czerwca był w naszych najnowszych dziejach datą wzbudzającą płomienie wolności i nienawiści. Nie da się o nich mówić z pałającym lub krwawiącym sercem…

Serce na czerwce

Czwarte czerwce to nader wymowne daty. Gdy miałem prawie 22 lata papież Jan Paweł II odprawił mszę św. na Jasnej Górze w Częstochowie. Trudno nie pamiętać reakcji na tłumy skandujące papieskie imiona Karola Wojtyły i wiwatujące na jego cześć. Tej szczerej miłości nie stłamsił ani stan wojenny, ani kolejne lata upodlenia tych, którzy nie chcieli ulec partyjnym watażkom.
Aż nadszedł 4 czerwca 1989 roku, kiedy to na niby obaliliśmy komunę, która dokładnie 3 lata później obaliła rząd Jana Olszewskiego, a po 30 latach dzięki POpaprańcom rozsiada się w ławach europejskiego parlamentu.
O tak, 4 czerwca 1989 r. to ważny dzień w polskiej historii. Czy naprawdę w polskiej? Coraz częściej mamy wrażenie, że tę historię ktoś nam pisze. Pisze w mało znanym języku, który znają tylko wytrawni wyjadacze dziejów.
Sam Kiszczak też był genialnym manipulatorem. Pomagał mu Urban i wszyscy uwierzyli w komedię Okrągłego Stołu. To był majstersztyk, by w glorii demokracji przekazać władzę swoim agentom. Wszystko na zasadzie, że wiele musi się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu.
Tak więc wbrew powszechnej opinii, że komunizm skończył się 4 czerwca 1989 roku. Trzeba przyznać, że słodki uśmiech naiwnej aktorki zwiastował rzeczywiście nowe czasy, ale w starym układzie personalnym. I nie pomogą tu gadki, że osiągnęliśmy rozwój, o jakim mogliśmy tylko marzyć.
Pytam więc, gdzie bylibyśmy, gdyby nie pozwolenie na rozkradanie narodowego majątku nie tylko w ciągu ostatnich 30 lat…

Polskie władze nie zaplanowały uroczystych obchodów. Tego dnia premier jednak świętował 4 czerwca, ale roku… 1992. Wmurowywał kamień węgielny pod pomnik zmarłego w tym roku premiera Olszewskiego.
A tymczasem w Gdańsku… Takiej hucpy należało się spodziewać po następczyni libertyna i prowokatora. Ba, Dulkiewicz jest lepsza w podżeganiu do złego… Nie dość, że te niby wybory traktuje jak uznaną świętość, to ma jeszcze czelność zastępować drogę Morawieckiemu i na siłę zapraszać go na tę agenturalną hucpę. Zapewne tylko po to, by posłuchać wynaturzeń Bolka i naczelnego jąkały jeszcze żywej wybiórczej gazety. Ta powoli zdycha odcięta od rządowych ogłoszeń i profitów.

Mińsk w środę 5 czerwca dołączy do ośrodków narodowego wstydu. Niech w tej pozorowanej dyskusji nie zabraknie patriotów, bo lewaki i związane z nimi liberały gotowe przekonać młodych, że rację mają zdrajcy i agenci. No, ale do publicznego bronienia prawdy trzeba mieć odwagę i serce. Lwie serce…

Numer: 23 (1131) 2019 Autor: Wasz Redaktor



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *