Siennica bez komunikacji

Wbrew powszechnym przewidywaniom likwidacja mińskiego PKS, do której doszło prawie rok temu, przyniosła niewielkie zmiany. Nowi przewoźnicy przejęli opłacalne kursy, a tam, gdzie  nie było autobusów, nadal ich nie ma. Przynajmniej w gminie Siennica, gdzie mieszkańcy mają już dość bólu głowy związanego z komunikacją publiczną…

Konkury przewozu

Od lat słyszymy o rządowym wsparciu dla lokalnych połączeń autobusowych. Dotychczas jednak mało było konkretów, a wiele obietnic. Wszystko ma się zmienić za sprawą ustawy o Funduszu rozwoju przewozów autobusowych o charakterze użyteczności publicznej, która została przyjęta przez rząd i wpłynęła do sejmu. Jeszcze w 2019 roku pula na dofinansowania, z których skorzystają samorządy za pośrednictwem wojewody, ma wynieść 300 mln zł, a w kolejnych latach ma być to 800 mln zł.
Kiedy w Siennicy dyskutowano na temat transportu publicznego, żadne konkrety ze strony rządu jeszcze się nie pojawiły. Zresztą nadal jest za wcześnie, aby triumfować, bo  uzyskanie dofinansowania przez siennicki samorząd może okazać się skomplikowane, a nawet kosztowne. Podczas sesji temat komunikacji wywołała

Magdalena Wróblewska, choć to Teresa Łojszczyk miała najwięcej do powiedzenia. Obie radne reprezentują miejscowości, z których dojazd transportem publicznym do Mińska jest bardzo utrudniony. Pytały więc, co władze gminy robią, aby ułatwić życie mieszkańcom.
Odpowiadał wójt Stanisław Duszczyk. Stwierdził, że z przewoźnikiem z Latowicza prowadził rozmowy na temat trzech tras. Szanse urzeczywistnienia mają kursy z Siennicy w stronę Kołbieli i Cegłowa, natomiast transport do Starogrodu i Nowego Starogrodu jest nieopłacalny.

Radna Łojszczyk, którą poparł też przewodniczący Zenon Jurkowski, rozwiązanie widzi we wprowadzeniu konkurencji na teren gminy. Jak twierdzi, prywatny przewoźnik z Latowicza lekceważy mieszkańców siennickiej gminy, więc należy coś z tym zrobić.
Tym razem odpowiadał wicewójt Mariusz Kozera. Wyjaśniał, że gmina ma tylko obowiązek zapewniania transportu dla dzieci i młodzieży szkolnej. Nie może też zmusić prywatnego przewoźnika, żeby obsługiwał nierentowne kursy. Nie może też do nich dopłacać. Wyjściem powinny być właśnie dofinansowania rządowe, a na razie trzeba porozmawiać z konkurencją i zachęcać do zainteresowania się lokalnymi trasami.

Gmina musi nas ratować – wołali sołtysi. Dojazd do Mińska to prawdziwa męczarnia. Najpierw trzeba dojechać do Siennicy, tam przesiąść się do autobusu, który jedzie do Mińska. Z powrotem jest to samo, a każda przesiadka to godzina czekania i zakup osobnego biletu, co sprawia, że podróż do Mińska staje się całodzienną wyprawą. A przecież niektórzy chcą  jechać jeszcze dalej.

Niezadowolenie z komunikacji publicznejw gminie Siennica jest powszechne.  Wybawieniem może być tylko wspomniany program rządowy, bo wprowadzenie konkurencji na mało dochodowe kursy jest niemożliwe.

Numer: 21 (1129) 2019 Autor: Łukasz Kuć



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *