Dziedziniec przed pałacem Dernałowiczów jest ostatnio jak twierdza. Szczególnie w soboty i niedziele, kiedy wjazd na plac z fontanną uniemożliwiają dwa grubaśne słupki...

Słupki jak głupki

Nie na stałe, bo można je wcisnąć pilotem w kostkę. Można, ale niekoniecznie trzeba, o czym przekonali się uczestnicy i goście koncertu charytatywnego SMW w minioną niedzielę. Nawet gdy przed bramą gnieździły się czekające na wjazd auta, dozorca nie raczył użyć pilota, bo – jak mówił – on z daleka nie widzi, kto wjeżdża. Nie otworzy na stałe, ani w czasie trwania imprezy, bo jest zakaz. Może więc trzeba zadzwonić na portiernię? Ależ nikt nie odbierze, bo portiera tam nie ma. On stoi przed budynkiem z pilotem i trudno zgadnąć, komu i kiedy umożliwili wjazd na plac. Wpuszczeni w pułapkę goście koncertu nie mogli pojąć, dlaczego muszą wykonywać niebezpieczne manewry i szukać parkingu z dala od wolnego parkingu. Wszystko przez uchwałę mińskiej rady na wniosek burmistrza, który w ten kuriozalny sposób chciał zapobiec wtargnięciom na plac piratom drogowym. A portiera trzeba koniecznie uświadomić, że MDK jest instytucją publiczną. Nawet wtedy, gdy pałac jest użyczany innym organizatorom.

Numer: 15 (1123) 2019 Autor: (jaz)



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *