Mińsk budżetowy

Z ogromnej sumy prawie 190 milionów złotych tylko osiem miński burmistrz przeznaczył na inwestycje, w tym trzy miliony na remonty dróg i ponad milion na miejską zieleń. To najsłabszy wynik w powiecie mińskim, bo daje tylko 4,48 procent udziału w dochodach i 208,40 zł per capita. Takiego blamażu jeszcze w historii miasta nie było...

Tanie branie

Pierwsza do takich propozycji odniosła się radna Monika Skrzyńska. Krytykowała nie tylko wydatki, ale też ich celowość w kontekście odrzuconych wniosków radnych opozycji.

W latach poprzednich informacja zawierała ocenę zasadności wniosku. Teraz powtarzające się „wniosek nie uwzględniony – brak środków”, w kilku przypadkach, dodane „brak terenu”.

Druga grupa wniosków – tu nowość, bo odrzucone ze względu na brak określenia wartości zadania. Skąd mieszkańcy, a nawet radni mają wiedzieć, ile będzie kosztowała budowa sieci sanitarnej, kanalizacji czy budowa oświetlenia? Może w przyszłym roku do wniosków trzeba będzie załączać gotowe kosztorysy, najlepiej z pieczęciami… Absurd – komentowała radna.

W projekcie budżetu znajdziemy zaledwie 19 zadań inwestycyjnych, w tym 3 ulice, na łączną kwotę 8 mln zł. Przy budżecie niemal 190 mln stanowi to 4,2 % wydatków. Nie pamiętam, żeby do tej pory było aż tak źle.

Można powiedzieć, że po ośmiu tłustych latach, teraz przyszedł czas na lata chude. Chude w inwestycje, a bogate w spłaty pożyczek z ostatnich 8 lat!

Oczywiście, że radny Jerzy Gryz chwalił budżet, po którym widać, że był przygotowany przez doświadczonego samorządowca. Jednak radny Robert Ślusarczyk stwierdził, że miasto potrzebuje potężnych inwestycji, bo aż 70 ulic to polne drogi. Zapytał, gdzie się podziało budownictwo komunalne, gdzie udział własny w projektach rządowych, bo słyszał, że zamierza z nich korzystać.

Radny Leon Jurek miał kilka uwag dotyczących prognozy finansowej. W jego opinii jest ona beznadziejna, to znaczy pesymistyczna. Przypomniał, że pozwolenie na budowę i dokumentacja ma ważność 3 lata. Brak realizacji ulic, zwłaszcza niewielkich, jak np. Zofii Kalinowskiej, na którą jest już opracowana dokumentacja projektowa i uzyskano pozwolenie na budowę, jest przejawem albo złej woli, albo niegospodarności burmistrza miasta.

Jakubowski zapewnił Skrzyńską, że kolejne 5 lat też będzie tłuste, bo duża część wydatków wynika ze wzrostu cen energii elektrycznej, co widać w każdym dziale wydatków. Inne gminy czy miasta, które z budżetu budują wszystko, rzeczywiście mogą mówić, że mają wielkie inwestycje. Mińsk też je ma, ale w PWiK i PEC. Będą też ogromne inwestycje prywatne, jak np. ruszająca w 2019 roku na ogromną skalę przebudowa dworca kolejowego. Tak więc Mińsk Mazowiecki w 2019 zamieni się w jeden wielki plac budowy, bo kwota 8 mln zł, na pewno w ciągu roku znacząco wzrośnie.

A co z ulicami? Już nie będą budowali według mapy drogowej, bo są inne priorytety, w tym dofinansowania. Dlatego w planie nie ma obiecanych ulic jak już z pozwoleniem na budowę ul. Żwirowa, czy monitorowana przez przedsiębiorców ul. Huberta.

Na koniec przepadł wniosek o zdjęcie kwoty 80 tys. z zaplanowanych 200 tys. zł na realizację dokumentacji budowy nowego przedszkola. Także 4 radnych poparło najgorsze od lat wydatki mińskiego budżetu. No, ale nie ma się czemu dziwić, gdy trzeba spłacać długi...

Numer: 14 (1122) 2019 Autor: J. Zbigniew Piątkowski



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *