Powiat bez zdrowia

Skoro jeszcze w połowie 2018 roku było tak dobrze, to dlaczego w marcu br. jest tak źle... To jedno z najważniejszych pytań, jakie można zadać dyrekcji mińskiego SP ZOZ i  zarządowi powiatu. Odpowiedź wbrew pozorom nie jest jednoznaczna i zależy od punktu patrzenia nie tylko na system ochrony zdrowia, a przede wszystkim na poczynania finansowo-kadrowe dyrekcji mińskiego szpitala. Zorganizowane dla mediów posiedzenie komisji zdrowia tylko rozjątrzyło apetyty na powiatowe zdrowie...

Klaka Martyniaka

Obrady komisji zdrowia miały wiele wyjaśnić. Przede wszystkim potwierdzić, czy coś się zmieniło od lutowego posiedzenia zarządu powiatu, kiedy to dyrektor Mariusz Martyniak składał sprawozdanie z działalności SP ZOZ za 2018 rok. Nie tylko, bo wyjaśniał, skąd po kilku miesiącach jego rządów zadłużenie szpitala urosło do ponad 7 milionów złotych.

Wszystko wskazuje, że to nie koniec wielkich problemów małego szpitala. Wszak dyrektor swoim zwyczajem zaczął od początku, czyli swego programu który pomógł mu wygrać konkurs, ale wiele wskazuje, że jest on już mało aktualny. Ba, zastał szpital w dobrej kondycji, a po kilku miesiącach go zadłużył.

O przyczyny tego finansowego kuriozum pytał radny Piotr Stępień, ale jego dociekania przewodnicząca komisji uznała za akt napaści politycznej. Koledzy z powiatowej koalicji przypomnieli zaś o nieoczekiwanym odejściu, wręcz ucieczce poprzedniego dyrektora Roberta Więckowskiego. Nie wszyscy byli tak mało empatyczni, bo przecież – jak dowodził radny Leonard Zdanowicz – najważniejsze jest dobro lecznicy, a więc i pacjentów.

Oczywiście, dyrektor Martyniak opracował program naprawczy. Jest w nim zarówno restrukturyzacja finansowa SP ZOZ, koncentracja na usługach o najwyższej rentowności czy zmiany organizacyjne w udzielaniu usług medycznych, jak i optymalizacja kosztów utrzymania infrastruktury i uzyskanie kredytu obrotowego.

Są także samorządowe poradnie dla zdrowia jako efekt współpracy ZOZu z gminami. Na razie to tylko propozycja, ale znając priorytety wójtów i burmistrzów trudno przypuszczać, że zgodzą się na zakup usług medycznych w SP ZOZ, gdy mogą je mieć za darmo.

Na tak szkicowy program nakładają sie bardzo konkretne wydatki. Okazało się, że dyrektor potrzebuje 20 milionów na modernizację szpitala i 3 miliony na sprzęt. Nawet gdyby NFZ uznał nadwyżki usług, i tak nie wystarczy. Pół miliona nie załata też dziury finansowej...

Cała nadzieja więc w związku szpitali powiatowych, który zaapelował do ministra zdrowia o... podjęcie działań zmierzających do zażegnania kryzysu w ochronie zdrowia oraz poprawy kondycji finansowej szpitali powiatowych.

Na razie bez efektów, bo minister daje 5-procentowy wzrost procedur z zakresu interny, SOR i NPL, a związek chce trzy razy więcej i na wszystkie procedury. Tylko w ten sposób szpitale mogą wyjść z zapaści spowodowanej dramatycznym wzrostem kosztów przy zablokowaniu wzrostu przychodów.

Ryczałty dla szpitali funkcjonujących w sieci, wyliczone na podstawie wykonania roku 2015, aktualnie nie wystarczają na pokrycie kosztów ich funkcjonowania, w związku z czym większość szpitali powiatowych ponosi straty. Tak widocznie być musi, bo – jak snują związkowcy – takie działania nie są przypadkowe. Rząd świadomie dąży do ograniczenia liczby szpitali, jednak metoda służąca osiągnięciu tego celu jest skrajnie nieodpowiedzialna i zagraża bezpieczeństwu pacjentów.

Dyrekcji szpitala i zarządowi powiatu pasuje taka spiskowa teoria, choć ma chlubne wyjątki, jak np. szpital w Węgrowie. Tam również musza przyjąć każdego pacjenta, ale znacznie taniej. Może dlatego, że w Mińsku lekarz bierze za godzinę 130 zł, a w Węgrowie połowę tej kwoty. Do tematu oczywiście wrócimy...

Numer: 14 (1122) 2019 Autor: J. Zbigniew Piątkowski



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *