Miasto ułanów

Już nie w wątłym świetle latarni, a w oślepiających promieniach słońca kończyli fani ułanów swoje trzydniowe święto. Dzięki tak dobranej porze wszystko powinno być dokładnie widoczne, a szczególnie zaproszeni na konny finał politycy. Niektórzy przed wyborami poczuli w sobie nie tylko umiłowanie do ułanów, ale w ogóle do historii Polski, choć na co dzień z niej szydzą i sprzyjają obcym siłom...

Konie na dłonie

Mińscy czciciele kawalerii mają iście ułańską fantazję. Nie tylko paradną, ale i czasową, bo obchody święta pułkowego zajmują im aż trzy dni.

Zaczęli w piątek spotkaniem prezentującym najnowszą publikację Krzysztofa Szczypiorskiego o dziejach 7 PUL. To prawie 500-stronicowe działo powstało na zlecenie Muzeum Ziemi Mińskiej. Autor powielił w nim poprzednie wiadomości, uwzględniając stan najnowszych badań archiwalnych. Książka jest swoistym albumem, bo zawiera zdjęciowy katalog najwartościowszych zabytków ułańskich znajdujących się w posiadaniu Muzeum.

Podczas spotkanie nie brylował jednak Szczypiorski, a zaproszony specjalnie Paweł Rambiszczyński z Sochaczewa, który wiele lat był związany z czasopismami o kawalerii oraz szablami i końmi. Swój soczysty monolog o ułanach nie tylko lubelskich przerywał pytaniami do autora. Były na tyle niewygodne, że znawca 7 PUL miał kłopoty z odpowiedziami. No bo jak przewidzieć, czy napisze kolejny tom dziejów, lub którego z kilkunastu dowódców uważa za godnego pomnika.

Prezentację uświetnił występ chóru Kanon z Siennicy, który pod dyrekcją Moniki Pszkit przypomniał kilka legionowych pieśni z hymnem lubelskich ułanów.

W sobotę spadkobiercy ułanów świętowali przy obelisku gen. Piaseckiego, skąd kolumna przemieściła się do Muzeum 7 PUL przy ul. Sosnkowskiego. Tam na cześć pułku zabił siedmiokrotnie dzwon Niepodległości, a salwę honorową wystrzelono z repliki armaty Bofors. Znowu zaśpiewał Kanon, a na koniec pokazano filmowe Śluby ułańskie.

Finał święta 7 Pułku Ułanów Lubelskich urządzono w niedzielę, 24 marca. Tym razem tuż po mszy w intencji żołnierzy i dowódców 7 PUL wojskowe pododdziały z Miejską Orkiestrą Dętą na czele przeszły na Stary Rynek. A tam zaskoczenie, bo na trybunie honorowej pojawili się mało oczekiwani goście.

Prezes Towarzystwa Pamięci 7 PUL Zenon Duszczyk nie tylko ich powitał, ale też zaprosił do prezentacji. I tak list od premiera Mateusza Morawieckiego odczytał wicemarszałek Senatu RP Adam Bielan a pomiędzy mińskim burmistrzem i posłem Mroczkiem prezentował się... europoseł PO Dariusz Rosati.

Już tradycyjnie głos zabrał płk Adam Marczak – dowódca 25. Brygady Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie, czyli jednostki, która dziedziczy tradycje 7 PUL, a dokonania skoszarowanych w Mińsku ułanów przypomniał Sławomir Jodełka, znowu wcielony w rolę gen. Sosnkowskiego.

Spadkobiercy ułańskiej tradycji nie zapomnieli o por. Józefie Adamczyku, który jako syn zawodowego wachmistrza 7 PUL zmarł w wieku 90 lat z dorobkiem harcerza Szarych Szeregów i żołnierza ułańskiego dywizjonu Jeleń.

Całości dopełniła mała defilada, były kwiaty pod Pomnikiem Niepodległości i na deser kawaleryjski kadryl. Wszystko w mroźnym wietrze i oślepiającym słońcu, ale zawsze ku pamięci tych, którzy przyczynili się do naszej wolności.

Stąd zawsze pożywna grochówka i sprzęt polskiej kawalerii. Stąd prawie dziesięć godzin przypomnień i celebracji rozłożone aż na trzy dni, choć w jednym – jak sądzą malkontenci czasu – też można wszystko zmieścić. A co z fantazją, którą – jak widać – odziedziczyli po ułanach także ich spadkobiercy...

Numer: 13 (1121) 2019 Autor: J. Zbigniew Piątkowski



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *