Wzięli i opisali...

Zbliżający się Dzień Kobiet jest dobrą okazją do poruszenia pewnego drażniącego mnie od pewnego czasu tematu. Co prawda Dzień Matki byłby bardziej stosowną ku temu okazją, ale nie ma na co czekać... Chodzi o miejskie parkomaty, które są wrogie dla gości spoza miasta, a szczególnie dla matek z dziećmi...

Parkomaty na straty

Jestem mieszkańcem mińskiej gminy i szczęśliwym ojcem dużej rodziny. Często nie dla przyjemności, lecz z potrzeb takich jak lekarz, apteka, zakup ubrań, artykułów szkolnych, szkoła muzyczna najstarszej córki i treningi piłki nożnej syna, bywam z dziećmi w centrum Mińska. Jakoś dawaliśmy radę, lecz kilka dni temu moja szczęśliwa rodzina powiększyła się i trudno mi sobie wyobrazić moją żonę (nie zawsze możemy jeździć razem – oboje pracujemy) z 4-letnią córką trzymaną za rękę, a w drugim ręku trzymając nosidełko z najmniejszą pociechą, przed parkomatem i nosem wystukującą numer rejestracyjny swojego auta.

Kobiet w podobnej sytuacji z pewnością nie jest mało, choć znam mamy, które znajdują się w znacznie gorszej sytuacji. Mam tu na myśli matki chorych i niepełnosprawnych dzieci. Szkoda, że ta sytuacja nie robi żadnego wrażenia na osobach, które mogłyby to zmienić. No bo chciały mieć dzieci, niech sobie teraz same radzą... przecież to nie jest wina władz, że matki mają małe dzieci.

Osobiście denerwują mnie ludzie, którzy na każdym kroku uważają, że im się wszystko należy, lecz przydałoby się ze strony włodarzy miasta trochę zrozumienia dla tych dzielnych kobiet.

Wiem, że darmowe parkowanie należy się tylko mieszkańcom, którzy pompują kasę do budżetu miasta, ale gdyby nie te matki robiące zakupu, wpływy byłyby dużo mniejsze. Szkoda, że pieniądze dla niektórych są ważniejsze niż szacunek dla polskich matek. Z drugiej strony, po co burmistrzowi przychylność mieszkańców okolicznych gmin, skoro i tak nie mogą na niego zagłosować. Niech idą z tym problemem do wójtów, albo niech robią zakupy u siebie na wsi, gdzie się nie namęczą, bo tam nie ma parkomatów.

Jest i druga sprawa... Jako posiadaczowi legitymacji zasłużonego honorowego dawcy krwi, nasuwa się pytanie, co miasto robi dla zasłużonych krwiodawców? W kontekście nieszczęsnej strefy płatnego parkowania, śmiem twierdzić, że skoro dajemy z siebie coś bezcennego, miło by było, jakby włodarze miasta zrobili coś w tym kierunku, biorąc przykład z innych miast. Niestety, prawda jest taka, że honorowi krwiodawcy przez znaczną część społeczeństwa i również przez władzę postrzegani są jako kombinatorzy, którzy idą oddać krew tylko po to, aby mieć usprawiedliwioną nieobecność w pracy.

A z okazji święta kobiet, chciałbym widzieć tylko szczęśliwe panie, a szczególnie matki poświęcające się rodzinom.

A władze Mińska niech wreszcie zaczną działać z sercem, czyli mniej zachłannie na kasę za wszelką cenę.

 

 Rozczarowany mieszkaniec mińskiej gminy

/nazwisko znane redakcji/

Numer: 10 (1118) 2019 Autor:



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *