Drodzy Czytelnicy

Gospodarka to jednak system naczyń połączonych. Gdy jednym dajesz, korzystają inni, bo przecież pieniądze nie są strawne w naturalnej postaci. Mając ich więcej, od razu chcemy polepszyć sobie jakość życia. Tak napędzamy konsumpcję, a wraz z nią zyski wytwórców oraz pośredników różnych dóbr. Bez wielu z nich moglibyśmy się obyć, ale nie chcemy wyrzeczeń. Chcemy wygód, o jakich przedtem nam się nawet nie śniło...

Mody na wygody

Najbardziej zauważalne efekty gospodarcze, jakie wprowadzenia 500+, to rosnąca sprzedaż. Najwięcej na transferach z budżetu do ludzi zyskują sprzedawcy samochodów i opon, sklepy z elektroniką, tekstyliami, sieci marketów, operatorzy kin oraz firmy turystyczne i hotelarskie. No i banki, bo większość 500+ leży na nieoprocentowanych kontach. Obracając tymi środkami, banki zarobiły na czysto 14,7 mld zł.

Nietrudno się domyślić, że prawie dwukrotne zwiększenie programu do około 40 mld zł rocznie jeszcze bardziej rozkręci karuzelę zysków.

Może właśnie stąd biorą się pomysły, by zamiast 500+ na dzieci lepiej zlikwidować PIT dla wszystkich. Przynajmniej zniknie biurokracja skarbowa, która zatrudnia aż 9,2 tys. urzędników tylko po to, aby prawidłowo naliczać, ściągać i weryfikować płacone przez Polaków kwoty podatku dochodowego. Oszczędności spowodują, że zarobki wszystkich pracujących, emerytów i rencistów zwiększą się o 20 procent, a zwolnieni z urzędów biurokraci zasilą polską gospodarkę.

Tymczasem mamy nową piątkę socjalno-motywacyjną rządzących, którzy chcą dzięki niej wygrać najbliższe wybory. To w czystej postaci egalitaryzm uznający za podstawę sprawiedliwego ustroju społecznego zasady całkowitej równości między ludźmi pod względem możliwości rozwoju ekonomicznego, społecznego i politycznego.

Tak, PiS za wszelką cenę chce być odbierany jako partia egalitarna, ale nie wiem, czy zdaje sobie sprawę, że robienie wyłomów w obowiązku płacenia PIT z egalitaryzmem nie ma nic wspólnego. Jeśli już znieść to dla wszystkich. Nie wiem także, czy zdaje sobie sprawę, że wyrównywanie poziomu życia biedniejszych nie może tłamsić zaradności bogatszych.

Każdy ustrój, każde państwo i społeczeństwo potrzebuje elit umysłowych i gospodarczych. Nawet komuna to rozumiała i pozwoliła się bogacić swoim prominentom. Równanie do średniej, albo poniżej pewnego poziomu rodzi sprzeciw uprzywilejowanych kast i rodzimych bogaczy. Gdy wyprowadzą wiedzę i majątki za granicę, możemy się obudzić w kraju sponsorowanej przez państwo biedy. Tylko tych sponsorów może zabraknąć, a garstka nie da rady dogodzić rosnącej populacji nierobów.

Warto więc przed wyborami śledzić ludzi i ich programy wyborcze. Nie partie, a każdego kandydata, który nie sprzeniewierzy się idei za lepsze miejsce na liście. Stąd potrzebne są dwie rewolucje. Pierwsza – w naszym myśleniu, druga – w ordynacji wyborczej. Jeśli to zrozumiemy i wywalczymy, nie ulegniemy modzie na własne wygody kosztem innych. Tak dogadzać się nie godzi...

Numer: 9 (1117) 2019 Autor: Wasz Redaktor



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *