Mińsk mieszkaniowy

To sytuacja, jakich jeszcze wiele w naszym mieście… Z jednej strony władze miasta chwalą się nowymi kontenerami, gdzie lokują najbiedniejszych mińszczan, z drugiej wciąż panuje taki głód mieszkaniowy, że dla bezdomnych brakuje lokali socjalnych w barakach. W takiej sytuacji znalazła się Ewa Komarzyńska, która gościnnie mieszka w baraku przy ulicy Olsztyńskiej. Z dwojgiem dzieci i matką mają po niecałe pięć metrów podłogi. Upokarzająca ciasnota zmusiła ją do działania…  

Baraki do draki

Obowiązkiem każdego samorządu jest zapewnienie lokalu socjalnego rodzinom w trudnej sytuacji życiowej. Bez wątpienia Ewa z dziećmi w takiej się znalazła.

W liście do burmistrza twierdzi, że od lutego zeszłego roku są bezdomni. Jak do tego doszło? Kłopoty zaczęły się po spaleniu mieszkania w baraku przy ul. Stankowizna. Nie mogła liczyć na pomoc ojca starszego syna Piotra (12 lat), bo ten zostawił ją w trzecim miesiącu ciąży i w ogóle się z nią nie kontaktuje. Ojciec młodszego Adriana (9 lat) był za granicą, a kiedy wrócił, szybko sprzedał swoje mieszkanie w bloku i zostawił ich na bruku.

– Razem z dziećmi utrzymuję się z zasiłku rodzinnego, podwójnego 500+ oraz alimentów, które łącznie wynoszą 1956 zł miesięcznie. Za takie pieniądze nie jestem w stanie wynająć mieszkania – dowodzi samotna matka.

I oblicza, że wynajem najtańszego mieszkania wraz z kaucją, czynszem i opłatami za media to ponad 4 tys. zł na początek. Jej niestety nie było stać na takie mieszkanie, więc najpierw mieszkała kątem to u jednych, to u drugich znajomych. Teraz koczuje z synami u matki, która ma mieszkanie wielkości 20 m2. Nie ma tam łazienki ani bieżącej wody. Sama śpi na materacu położonym na podłodze, spod której wyłażą szczury. W całym baraku ich nie brakuje, a często wypuszczają się w odwiedziny do okolicznych willi.

Kurator rodzinny oznajmiła, że nie są to warunki do wychowania dzieci, więc poleciła zgłosić się do burmistrza o przydział jakiegokolwiek lokalu. Nawet tego przy ul. Chełmońskiego, który jest niezamieszkały ze względu na warunki i mały metraż. Inni odmawiają tego mieszkania, ale ona się zgodzi i weźmie je z wdzięcznością. Gdyby je dostała, spłaci w ratach zadłużenie mieszkaniowe ciążące na niej po śmierci ojca.

Co na to burmistrz? Oczywiście, rozumie sytuację, ale nie znalazł podstaw, by przychylić się do prośby. Obecny stan zasobów mieszkaniowych miasta, brak wolnych mieszkań, w tym lokali socjalnych oraz liczne zobowiązania wynikające z przepisów prawa w zakresie zapewnienia mieszkań nie pozwalają mu na zagwarantowanie lokali wszystkim osobom ubiegającym się o ich najem.

Łaskawie też informuje, że w każdym roku kalendarzowym sporządza się uzupełniającą listę osób zakwalifikowanych do zawarcia umów najmu lokali mieszkalnych, w tym socjalnych, na podstawie wniosków składanych w sierpniu danego roku.

Trzeba więc złożyć wniosek i czekać… – Na co mam czekać – mówi już do kamery pani Ewa. Może na to, bym się rozpiła lub została ćpunką, jak mi sugerowali w magistracie. A może urodziła trzecie dziecko, bo wtedy przydzielają lokal bez zbytniego szemrania.

Nie zamierza sięgać po ekstremalne argumenty, bo to nie jej charakter. Uważa, że od razu po spaleniu powinna otrzymać schronienie. Jaką ten burmistrz ma wrażliwość, że skazuje bezdomną matkę z dziećmi na komisję mieszkaniową. Inni się wykłócą i lokale dostają. Ona nie, bo stara się być empatyczna i polubowna, ale już dłużej czekać nie może…

Numer: 6 (1114) 2019 Autor: J. Zbigniew Piątkowski



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *