Powiat na prądzie

Drastyczną podwyżkę cen energii elektrycznej najwcześniej odczują gminy. Także z powiatu mińskiego, zrzeszone od 2013 roku we wspólnej grupie zakupowej. Podmiotem odpowiedzialnym za przeprowadzenie procedury wyboru dostawcy energii na rok 2019 była gmina Dębe Wielkie. I kupiła, ale za drogo, by na to przystać. Gdy więc minister energii ogłosił pomoc, wójtowie i burmistrzowie zaprosili go na konwent. Tchórzewski nie przyjechał, więc trzeba było szukać innego ratunku, by najbardziej niezadowoleni zbyt mocno nie bzyczeli…  

Bzyki elektryki

Na konwent nie przybyli nawet przedstawiciele PGE Obrót, czyli regionalnego sprzedawcy energii elektrycznej czynnej. Wyręczali ich jak mogli wójtowie z Dębego, a szczególnie Tomasz Gójski. Wyjaśniał, że przed problemem wynikającym z podwyżki kosztów zakupu energii elektrycznej czynnej stanęły nie tylko gminy, ponieważ dotyczy on i gospodarstw domowych, i sektora polskiej gospodarki ogółem.

Tak twierdzą specjaliści sektora energetycznego. Według nich na tak drastyczną podwyżkę kosztów energii elektrycznej czynnej miał wpływ wzrost cen zakupu zielonych certyfikatów przez producentów energii wykorzystujących w jej produkcji węgiel kamienny i brunatny oraz rosnące ceny węgla, jako podstawowego nośnika energii dla tradycyjnych producentów. W celu utrzymania realnych cen energii elektrycznej, koniecznym jest dynamiczny rozwój sektora odnawialnych źródeł energii.

NIK wskazuje, że w Polsce w 2013 r. udział energii z OZE wynosił 11,4%, co stanowiło podstawę do prognozy, że do 2020 zostanie osiągnięty minimalny cel 15% udziału energii z OZE w całkowitym zużyciu energii brutto. Jednak w następnych latach wskaźnik ten malał i na spełnienie normy się nie zanosi.

Dla ratowania katastrofy musi nastąpić ustabilizowanie cen sprzedaży energii. Ustawa zakłada m.in. obniżkę akcyzy na energię elektryczną czynną z 20 do 5 zł za MWh, obniżkę opłaty przejściowej, a także przewiduje rekompensaty obrotu energią elektryczną dla firm.

Na razie jednak nikt nie zna szczegółów, więc wójtowie zawiedzeni brakiem ministra i prezesa PGE postanowili ponarzekać. Już NIK wytyka, że powodem małej liczby inwestycji w odnawialne źródła energii są nieprzyjazne przepisy prawne i brak konsekwentnej polityki państwa. Możemy więc stanąć przed koniecznością transferu takiej energii z innych krajów, a koszt tej operacji wylicza się na 8 miliardów złotych rocznie.

Obecnie już 70% Polaków nie jest przeciwna budowie elektrowni wiatrowych. Jest jeszcze biomasa, biogaz, energia geotermalna, solarna i wszystkie te źródła mają podobne problemy. Potrzebne są więc zmiany w prawie, które zabezpieczyłyby interesy państwa i obywateli, umożliwiając jednocześnie rozwój technologii OZE.

Numer: 5 (1113) 2019 Autor: J. Zbigniew Piątkowski



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *