Nasze epitafia…

Są ludzie, o których trudno zapomnieć. Taką kobietą była Marianna Gromko, która przyszła na świat w dzień Bożego Narodzenia 1936 roku w Janowie. Tam pracowała, wyszła za mąż i tam zmarła. Do złotych godów zabrakło jej tak niewiele…  

W kuchni jak w życiu

Była ósmym z dziesięciorga dzieci Heleny i Stanisława Kuciów. Miała niespełna 12 lat, gdy umarła jej matka, a 18 w czasie podjęcia pracy w pobliskim pałacu w Janowie, który w roku 1949 został przeznaczony na potrzeby oświatowe. Była tam kucharką, aż do emerytury. Przetrwała dziewięciu dyrektorów.

Wyszła za mąż za Józefa Gromko. 23 listopada 2018 przypadałaby 50 rocznica ich ślubu, ale nie dane jej było doczekać tego dnia. Wychowała dwie córki – Justynę i Dorotę i trzech wnuków – Michała, Mateusza i Przemka. Marianna była bardzo pogodną, pełną serdeczności i optymizmu kobietą. W domu, w pracy i nie na pokaz. No i miała genialny zmysł kulinarny, który umożliwiał jej przygotowywanie ciekawych i wyśmienitych potraw. Potrafiła przyrządzić coś z niczego. Przez wszystkie lata życia była bardzo energiczną osobą. Poświęcała się bez reszty swojej rodzinie. Zawsze była chętna nieść pomoc osobom potrzebującym, chorym. Nie dawała poznać po sobie, że coś jej dolega. Odeszła za wcześnie, ale jej wyrozumiałe oczy i delikatny uśmiech jest nie do zapomnienia.

Numer: 51/52 (1107/1108) 2018 Autor: (jaz)



Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *