W mińskiej bibliotece

Co słychać? - W mińskiej bibliotece / Zabawki wspomnień

W ubiegły weekend za sprawą wystawy „Zabawki PRL-u”, zorganizowanej przez Towarzystwo Przyjaciół Mińska Mazowieckiego oraz Miejską Bibliotekę Publiczną, dorośli mogli przeżyć sentymentalną podróż do krainy dzieciństwa, a dzieci – odbyć lekcję historii. Wiele z tych zabawek to toporne, metalowe przedmioty o ostrych krawędziach, które dziś nie spełniłyby norm i nie zostałyby dopuszczone do użytku. W czasach PRL-u służyły jednak wielu pokoleniom dzieci, uczyły i rozwijały wyobraźnię

Zabawki wspomnień

Wystawa, zrodzona z inspiracji wielbiciela komiksów Relax Michała Culka, wpisała się sentymentalnie w 50- lecie TPMM, które, jak by nie było, swymi początkami sięga także do Polski socjalistycznej – mówił, dziękując pomysłodawcy, prezes Tomasz Adamczak. Zgromadzone na wystawie eksponaty ze zdwojoną siłą przywołały u mińszczan obrazy z lat młodości. Okazało się, że pamiętają jeszcze, jak godzinami bawili się kolejką, drewnianymi klockami, malowanymi żołnierzykami, pistoletami, blaszanymi samochodzikami, sfilcowanymi misiami czy skromnymi lalkami, którym szyło się własnoręcznie ubranka. Przeniesieni w lata PRL-u z zapartym tchem oglądali stare książki, podręczniki czy lektury i z rozrzewnieniem po raz kolejny śledzili losy tak bardzo popularnych komiksowych bohaterów.
Kreatywność, wyobraźnię i pomysłowość ćwiczyły dawniej zabawki konstrukcyjne, łamigłówki, tangramy i zestawy Adama Słodowego oraz wszelkie, na szczęście powracające dzisiaj do łask, gry planszowe. Aż się chciało przysiąść na dywanie i pobawić...
Wielu gości wystawy prawie natychmiast zasiadło do rozwiązywania rebusów, układania łamigłówek czy klocków i tylko koń na biegunach, ze zrozumiałych względów, unosił na swym grzbiecie tych lżejszych jeźdźców z młodszego już pokolenia. Ci młodzi, najczęściej znawcy i zwolennicy gadżetów komputerowych, poruszali się w świecie swych rodziców i dziadków trochę po omacku. Nie znają smaku oranżady (także tej w proszku) i kamyczków, nie śledzili nigdy przygód Kaczora Donalda, wyczarowanych wprost z gumy do żucia, nie zbijali z deseczek karmnika dla ptaków, nie grali w ciupy, nie staczali zaciętej walki w wyścigu na kapsle, nie grali w skaczące czapeczki, nie bawili się przy osiedlowym trzepaku, a i samodzielnych wędrówek po okolicy w ich życiu było niezbyt wiele. Wolą komputer, telewizję, wirtualny świat gier i wszystko co nie dotyczy ruchu.
Na szczęście Piotr Armatowski twórca wystawy z Kreatywnego Muzeum Zabawek PRL zaproponował im specjalne lekcje muzealne, mające formę warsztatów interaktywnych. Skorzystało z tej propozycji ponad 180 mińskich przedszkolaków. Najmłodsi z zaciekawieniem obejrzeli projekcje bajek z diaskopu i słuchali tekstów przybliżonych aktorsko przez Annę Nowak. Dla dorosłych pokaz filmów był podróżą w czasie, dla dzieci, przebywających na co dzień w świecie technologii cyfrowej, fascynującą przygodą. Każdy z nich mógł pobawić się wańką-wstańką, matrioszką, kalejdoskopem i stereoskopem, samodzielnie wypalić obrazek w drewnie, obejrzeć fotografie z dzieciństwa naszych dziadków, kolekcje znaczków pocztowych, elektroniczne gry rosyjskie czy fotosy z dobranocek. Starsi uczestnicy poznali sekrety działania i wykonania zabawek, projektora czy gramofonu. Prawdziwe perełki z kolekcji płyt analogowych – „Pora na Telesfora”, „Przygody Koziołka Matołka” czy piosenki Natalii Kukulskiej – przyciągały szczególnie młodych rodziców, którzy narzekali na wydawnictwa muzyczne, które tych wartościowych płyt już nie wznawiają. Szkoda. Wychowywało się na tych piosenkach, opowiastkach i bajkach wiele pokoleń. Współczesne, podane na tacy i nie uwrażliwiające wyobraźni zabawki nie mają już w sobie takiej magii i uroku.

Numer: 2012 39 Autor: Teresa Romaszuk