Z drugiej ręki

Co słychać? - Z drugiej ręki / Budujemy nowy dom

Od dziesiątków lat jedną z większych bolączek Mińska jest jego powierzchnia. Gdyby nie włączenie kiedyś do miasta gruntów wsi Kędzierak i Anielina, byłoby znacznie ciaśniej, choć przekornie można powiedzieć, że luźniej i kto wie czy to nie w tym miejscu jest racja

Budujemy nowy dom

Te pierwsze słowa znanej kiedyś pieśni – budujemy nowy dom, jeszcze jeden nowy dom, były one odpowiednie do tego co zostało po wojennej pożodze w naszej stolicy. Ale wielu z nas, mieszkańców Mińska, zadaje sobie dziś pytanie, a sądzić należy, że władza też się siebie pyta w tej samej sprawie – ile jeszcze nowych domów (czytaj bloków) miasto wytrzyma.
Blokowiska rosną w tempie zastraszającym. Przez lata nie przybyło zieleńców i skwerów, lecz betonu mamy nadmiar. Gdyby jeszcze do tych cementowych kolosów przybywało proporcjonalnie komunikacyjnych arterii, byłoby to w miarę strawne. A tak, przy Warszawskiej, poligon będzie niebawem cały zabetonowany, Siennicką ciężko będzie się dostać do Warszawskiej, a złośliwcy – a może raczej realiści – twierdzą, że najłatwiej można będzie dojechać przez Stankowiznę i Kędzierak. Kazikowskiego zaś, nie wiadomo co czeka. Słowem, mamy to czego nikt, jak się okazuje nie chciał, ale nikt nie podjął, jak dotąd, skutecznych działań, aby było tak, jak wszyscy tego chcą.
Trudno jest zabronić właścicielowi terenu, budowy takiego obiektu jaki chce, bo prawo tego nie zabrania. Ale logika chyba w tym, aby czuwać nad pędem donikąd w budowie, gdzie tylko można. Wszyscy wiedzą, że mieszkańcy nowych blokowisk, ładniejsza nazwa – osiedli, nie będą się po mieście poruszać rowerami, bo po pierwsze nie będzie takiej możliwości i bezpieczeństwa jazdy, a po drugie nie będą to rowery, lecz samochody, których przybywa więcej niż dzieci w naszych rodzinach. W kolejnych kampaniach wyborczych wielu kandydatów w swych programach mówiło o realności planu zagospodarowania przestrzennego miasta, o funkcji i roli miejskiego architekta, który pilnowałby, częstokroć czegoś ohydnego, budowanego w okazałych punktach miasta. Dzisiaj to wszystko nadal jest, chyba, w fazie programowej. A może nie bacząc, kto z kim walczy w ośrodku władzy i kto przeciw komu, a spróbować – wszyscy razem, tak jak w końcowej części ślubowania... mając na względzie dobro miasta i jego mieszkańców.

Numer: 2012 13 Autor: Witold Kopeć