Mińska prywatyzacja

Co słychać? - Mińska prywatyzacja / Bomba po butach

W początkach transformacji ustrojowej miała to być bomba prywatyzacyjna w Mińsku. Gdzie tylko było to możliwe, szumnie wówczas ją zapowiadano. I owszem bomba była, tyle że jednak wybuchła z opóźnionym zapłonem. Po 20 latach teren po byłej Syrenie wyglądał przygnębiająco. Hal produkcyjnych i magazynów już nie ma, a biurowiec sprzedano kolejnemu biznesmenowi

Bomba po butach

Przez dziesiątki lat fabryka tętniła życiem, produkowano w niej znane w całym kraju obuwie, a szczególnie damskie kozaczki. Zmieniały się nazwy – od Zakładów Przemysłu Terenowego poprzez Luxbut, Modex, Syrena czy Fomin, by w swym ostatnim obuwniczym czasie życia, zwać się Sawirenem na cześć rodziny tego, który – nazwijmy to – kupił fabrykę.
W fabryce pracowały kolejne pokolenia. W okresie świetności kilkaset pań miało dobrą i – jak mawiają do dzisiaj – niektóre byłe pracownice ulubioną pracę. Niestety, nie wystarczyły kupującym fabrykę tylko chęci wejścia na ścieżkę prywatyzacyjną przemysłu. Taką gałąź produkcji, jaką jest wytwarzanie obuwia, trzeba było znać nie tylko z folderów i katalogów. Przemysł obuwniczy trzeba było mieć i w głowie, i w rękach. Zabrakło chyba i jednego, i drugiego. Fabryka podzieliła los wielu podobnych zakładów w kraju. Przypomina się czas, kiedy w audycji radiowej programu I Polskiego Radia była premier rządu Rzeczypospolitej Hanna Suchocka mówiła do słuchaczy, jaka to wspaniała rzecz prywatyzacja, podając za przykład Zakład Obuwia w Mińsku, chwaląc przy tym gorliwych wówczas nowych wojewódzkich władców, rozpoczynających wyprzedaż państwowego majątku, a kolejnym prawdziwym aktem prywatyzacji były wypowiedzenia pracy dla załogi fabryki.
Sawiren, czyli nowa prywatna Syrena, nie wpisał się w obuwniczą mapę kraju. Próby zaistnienia na rynku nie udały się i niebawem maszyny na Przemysłowej stanęły na dobre i – jak się okazało – na zawsze. Przez jakiś czas pomieszczenia fabryki wykorzystywano na centralną hurtownię fabryki z innej branży, huty szkła KROSNO, ale i z tego pola plonów nie udało się zbierać. Jedyny pożytek dla miasta, choć przede wszystkim dla właściciela terenu fabryki, to sprzedaż przylegającej do terenu zakładu działki przekazanej swego czasu przez ówczesne władze na rzecz zakładu obuwia dla stworzenia tamże ośrodka sportowo-rekreacyjnego. Pożytek dla miasta dlatego, że powstał duży zakład – piekarnia-cukiernia. Rynek pozyskał sporo nowego asortymentu pieczywa a zatrudnienie znalazła liczna grupa mińszczan.
Pani Suchocka do dziś od wielu już lat przemierza ulice Rzymu do Watykanu, bo tam jest ambasadorem Rzeczypospolitej, a dziesiątki kobiet z nostalgią wspominają ulicę Przemysłową w Mińsku prowadzącą do dawnych ich miejsc pracy. Na koniec przestroga dla dyrektorów Michała Wasilewskiego i Mieczysława Tomkiewicza – niech nie wybierają się na spacer na ul. Przemysłową. Szkoda łez.

Numer: 2011 20 Autor: Witold Kopeć