Drodzy Czytelnicy

Co słychać? - Drodzy Czytelnicy / Kabaret to życie

Pół sobotniej doby 18 kwietnia przejdzie do historii nie tylko mińskiej kultury, nie tylko sztuki kabaretowej, a nawet nie tylko folkloru. Bez zbytecznego patosu można rzec, że takiego synkretyzmu form, pełni integracji i wspólnej szczerej radości jeszcze nie widziałem. I choć zdaję sobie sprawę, że w ustach organizatora może to zabrzmieć nieskromnie, powiem wyraźnie – druga rewia kabaretów  była wyśmienitą imprezą

Kabaret to życie

Już po programie zgłoszonych zespołów było prawie pewne, że druga edycja mińskiego Etno-Kabaretonu nie stanie się miałkim przeglądem ogranych gagów przeplatanych swojskimi piosnkami. Rzeczywiście, na scenie rozegrały się sceny żywcem ściągnięte z wiejskiej rzeczywistości, a jeśli już sięgano do tradycji, to tylko po to, by ją porównać z dzisiejszymi nałogami, fobiami i polityką. Wszystko okraszone aktorską odwagą w słowach i gestach. Tak przekonujących, że gwara nie tylko przeszkadzała, a wręcz pomagała przedrzeć się przez meandry kabaretowej intrygi.
Więcej o walorach poszczególnych występów piszemy w naszym raporcie na str. 10-11, więc tutaj zdradzę kilka tajemnic wprost z organizacyjnej i artystycznej kuchni. Przede wszystkim niech przemówią liczby, bo one nigdy nie potrafią kłamać ani nie są zazdrosne.
Trzeba więc sobie zdać sprawę, że do Mińska przyjechało 19 zespołów z prawie 300 artystami z kierowcami, których trzeba było rozbawić, napoić i nakarmić, a po konkursie obdarować prezentami, dyplomami i pieniędzmi. W sumie koszt Etno-Kabaretonu zamknął się kwotą ok. 22 tysięcy złotych, które trzeba było zdobyć. Gdyby nie gratisowe użyczenie pomieszczeń MDK, impreza kosztowałaby ponad 30 tysięcy, a po doliczeniu również sponsorowych drożdżówek od Gromulskich, wędlin z Minwaru i pierogów z baru Regina – jeszcze więcej.
Dziękujemy za te wsparcia, jak i za konkretne pieniądze od samorządu powiatu, mińskiej gminy, Cegłowa, Siennicy, Jakubowa, SKR w Królewu, SBS-SIM, PKS w Mińsku, Akpolu i na zbilansowanie – Agencji Wydawniczej Pro-Min, która od 14 lat wydaje tygodnik Co słychać? Mieć takich darczyńców to wielka przyjemność i pewność, że nawet niespodziewane koszty nie zniweczą sukcesu organizacyjnego.
Pieniądze to jednak nie wszystko, o czym często się zapomina. Markę festiwalu tworzą artyści i publiczność, dzięki którym wytwarza się niesamowita atmosfera między sceną, a rzędami żywych krzeseł. Tej więzi nie może popsuć ani nagłośnienie, ani tym bardziej prowadzący. Mam nadzieję, że nie tylko nie przerwałem strumieni fluidów, a je wzmacniałem,
w czym pomogło mi jury na sali, a Zosia Charamut na scenie. To wielka przyjemność śpiewać z tak wytrawną artystką, która stała się moją nauczycielką nieskażonej kurpiowszczyzny. Ale nawet ona wciąż nie przestaje się dziwić, dlaczego mi się podoba ich gwara, obyczaje i historia, skoro zostałem wychowany „po pańsku”. Może właśnie dlatego, że nigdy nie mówiłem gwarą, a może odezwały się prastare geny, które mi każą urządzać rewie folkloru…
Kiedyś wszelkie przejawy tradycji lekceważyłem, a dziś nie mogę być wobec nich obojętny. Ktoś mi kiedyś wyjawił, że kochać też można za... karę. Trudno mi dziś w to nie wierzyć, bo gdy się już coś rozpoczęło, nie sposób skończyć. Bo bez tradycji nie ma przyszłości, a bez miłości – pełnego życia.
Tegoroczny Etno-Kabareton pokazał samo życie. I chociaż trochę zniekształcone ironią, zawsze to lepsze od gniewu, kłótni i zawiści. A do tego pełne oczyszczenia, którego nam brakuje w realnym zmaganiu się z rzeczywistością. Niech więc kabaretowa rewia radości trwa i cieszy się powodzeniem. Na zdrowie aż do kwietnia przyszłego roku.

Numer: 2009 17 Autor: Wasz Redaktor