DRODZY CZYTELNICY

Co słychać? - DRODZY CZYTELNICY / Zezem od kuchni

Powoli opada gorączka po naszym III Festiwalu Chleba, ale pojawia się nowa - wyborcza. Przekleństwo życia w ciekawych czasach jest na tyle motywujące, że zamiast pytać - czy idziemy na wybory, coraz częściej chcemy się dowiedzieć, na kogo ktoś ma zamiar głosować. A będzie wybór i to spory, bo do walki ruszają tuzy naszej lokalnej polityki ze wszystkich partii i bloków wyborczych. Zajrzyjmy więc dziś do kuchni - tej festiwalowej i tej wyborczej

Zezem od kuchni

Wyjawianie szczegółów imprezy nigdy organizatorowi nie wychodzi na dobre, ale czasami trzeba coś rozjaśnić, wytłumaczyć, a nawet sprowokować. Gdy przed trzema laty wpadłem na pomysł zaproszenia do Mińska kilku zespołów ludowych, nie miałem pojęcia, że przyjedzie ponad 20. Kiedy zapraszałem do współpracy piekarnie, nie myślałem, że od razu wpadną sobie w objęcia, ale też nie przypuszczałem, że nie wytrzymają wyzwań konkurencji. Gdy liczyłem na pomoc ludzi z pozoru zacnych, szybko się przeliczyłem, a gdy poprosiłem mniej docenionych, nie odmówili. Gdy wreszcie bilansowałem budżet festiwalu, wnet się okazało, że jeszcze sporo w nim brakuje do co najmniej wyzerowania zysków z wydatkami. Te zasady - choć przykro o nich pisać - powtórzyły się również w tym roku, choć w zgoła odmiennej skali.
Prywatna firma, nawet o tak kulturalnej działalności jak moja, nie ma prawie żadnych pozakomercyjnych szans na organizowanie imprez, choćby były one jak najbardziej non profit i jak najkulturalniejsze. Powodów jest kilka, a najważniejsze z nich to ograniczenia prawne i mentalne. By zdobyć 7 tysięcy na występ Trebuni Tutków, musieliśmy poprosić MTM o napisanie wniosku, bo tylko towarzystwo może cokolwiek uszczknąć z kasy dla organizacji pozarządowych. Ale to nie koniec, bo rozliczenie każdej złotówki jest kolejną katorżniczą dłubaniną i tłumaczeniem się z każdej kwoty wydanej na imprezę, choć ta nie pochodzi z puli darczyńcy. Trochę łatwiej starać się o dotację z Urzędu Marszałkowskiego, choć i tam procedury trwają do ostatniej chwili, by organizatorowi odechciało się chcieć.
Prywaciarz powinien organizować imprezy gdziekolwiek, byleby nie we włościach samorządowych. Najlepiej na jeszcze nieskolonizowanym Księżycu lub Marsie. Jeśli wybierze jakiś dom kultury, to ma nie najgorzej, ale musi się nabiegać i nagadać. Jednak i tak nigdy nie jest pewny, czy ktoś nie schowa mu krzeseł, wiatr nie porwie dekoracji, a nagłośnienie przestanie nagle działać. Chyba że weźmie sobie do pomocy strażaków i harcerzy. Na nich zawsze może polegać, bo mają honor i poczucie odpowiedzialności.
Wielkie sceny to miejsce tylko dla zespołów rockowych. Ani to przytulne, ani wygodne, a z mikrofonami wygląda jak warowny bastion. Dlatego nasz festiwal już nigdy się na nich nie rozegra. W tym roku scenicznego mamuta sprowokowało Mazowsze, bo balet zająłby pół widowni tzw. amfiteatru. O przygotowaniach i pieniądzach wydanych na ich występ można napisać epopeję, ale poprzestańmy na stresie i honorze. Jedno jest pewne - po Mazowszu już nie lękamy się żadnego wyzwania organizacyjnego, co wcale nie znaczy, że poszedłbym jeszcze raz na tę morderczą bitwę z tzw. warunkami technicznymi koncertu.
Kuchnia festiwalowa to także praca niezależnego jury, to przygotowanie setek dokumentów, dyplomów, prezentów i pakowanych w ostatniej chwili kopert z nagrodami. Kosztem wolnego czasu, rodziny, snu... To także dopieszczenie gości (ponad 350 osób), darczyńców i vipów. To czasami walka z wiatrakami, do wygrania której potrzeba trochę szczęścia. Jak z pogodą w minioną sobotę i niedzielę. I, gdy ma się wszystkiego dosyć, gdy konamy ze zmęczenia - już za kilka dni myślimy, co przygotujemy za rok.
A może nie warto, może lepiej wystartować do sejmu lub senatu i mieć wszystko z głowy? Kuchnia wyborcza pewnie jest przyjemniejsza, ale czy mniej zezowata? O tym najlepiej wiedzą nasi kandydaci na posłów i senatorów - Czesław Mroczek, Antoni J. Tarczyński, Andrzej Gawłowski, Teresa Wargocka czy Adam Ciszkowski. A jeśli nie wiedzą, to będą patrzeć zezem, ale tylko z własnej, domowej kuchni.

Więcej zdjęć:
Sobota, 15 września
Niedziela, 16 września

Numer: 2007 38 Autor: Wasz Redaktor