Wzięli i napisali...

Szanowny Panie Redaktorze! Zmuszony jestem napisać te kilka zdań sprostowania po artykule o „kradzieży” w Głupiance. Skoro zainteresowany (z tego, co wiem – rozmawiał z Panem) zrezygnował z zamieszczenia wyjaśnień – ja muszę się bronić gdyż część osób, z którymi się spotykam, a „zausznie” i inni mnie kojarzą z tą sprawą. Mimo swojej profesji i zainteresowań jednak do wszelkich „świętych” figurek mi daleko. Nie mam zamiaru też być niczyim adwokatem, choć artykuł aż się prosi o replikę...

Głupianka śledcza

W numerze 38 (781) tygodnika Co słychać? z 23 września br. ukazał się artykuł p. A. Kamińskiego „Kto ukradł świętą?”. W związku z niejasnościami, niedomówieniami, insynuacjami zawartymi w artykule oświadczam, iż z opisywanymi tam, a mającymi miejsce ponad 2 lata temu wydarzeniami, nie mam nic wspólnego! Piszę to dlatego, że niektóre osoby z terenu w sposób naturalny podejrzenia kierują w moją stronę, bo któż, jak nie historyk...
Na Jościu byłem raz, kilkanaście lat temu jeszcze jako zapalony turysta rowerowy i po tym, co tam zastałem – więcej nie zajrzałem (na szczęście!) i nie mam takiego zamiaru. Może i byłoby to ciekawe miejsce, gdyby ocalał głaz – dziś zapewne byłby pomnikiem przyrody.
Nie chcę do sprawy św. Anny się mieszać, ale nie rozumiem dlaczego policja jej nie wyjaśniła. Zapewne odnalazłaby winowajcę i pozwoliła mu się wypowiedzieć, czego nie zdołał dopełnić autor ww. artykułu. Nic mi też nie wiadomo, że w Wielgolesie jest nauczyciel, który zbiera, konserwuje i sprzedaje stare figurki. Pytałem; w przeszłości też nikogo takiego nie było, a do tego jeszcze „złodzieja”. (Dobrze, że przystawił pieczątkę i podpisał się, a w Internecie była piękna strona poświęcona kapliczce i pracom przy niej – dzień po dniu niemal, fotografie, wywiady z mieszkańcami...) Dziwnym jest, że w Latowiczu jedna z nauczycielek lepiej wie co się dzieje na wielgoleskim podwórku niż miejscowi nauczyciele. Ot, jak to po sąsiedzku.
Wypada podziękować za niezamierzoną reklamę, ale powtarzam jeszcze raz; nie znalazłem w Wielgolesie żadnego nauczyciela, który by się zajmował renowacją i zbieraniem figurek świętych, nie mówiąc już o handlu nimi.
Jako historyk i opiekun szkolnego muzeum też takowych nie posiadam... Jedyną figurką, jaką można podziwiać jest „winiarz”, ale to raczej mało święta postać, choć bardzo na czasie. Winogrona dojrzewają, a jak mawiali starożytni - in vino veritas...
A tak po chrześcijańsku może należało zacząć w sprawie „zaginięcia” od modlitwy do św. Antoniego? A będąc w Latowiczu, przed pójściem do szkoły poświęcić nieco czasu na zadumę w świątyni. Jest pod wezwaniem św. Walentego...

PS. A prywatnie – gratuluję pomysłu na TV! Wyjście zaś z „Cs?” na inne powiaty... może się uda, ale musiałyby być to lokalne wersje tygodnika, inne dla każdego powiatu. W każdym razie życzę sukcesu (szczególnie z TV!).

Od redakcji: Dziękujemy i wyjaśniamy, że jedynym zainteresowanym był Zygmunt Gajowniczek. Miał szansę pokazać swoją prawdę, ale z niej nie skorzystał.

Numer: 2012 40 Autor: Zdzisław Ćmoch