U sąsiadów – w Kołbieli

Kołbielanie mieszkający przy ul. Józefa Zamoyskiego od dawna marzyli o modernizacji przyległej do ich działek drogi. Gdy więc nadarzyła się okazja, by gmina przystąpiła od inwestycji, bez wahania oddali jej bezpłatnie część gruntów potrzebnych do budowy. Teraz żałują, bo wójt Adam Budyta nie docenił ich gestu i zamiast wybrukowanej drogi sprawił im prawie metrowy rów

Podziemna droga

Ulica Józefa Zamoyskiego w Kołbieli jeszcze do niedawna była zwykłą utwardzoną szosą. Problemem mieszkańców była jednak woda, która właśnie tutaj zbierała się, spływając z głównej drogi i zalewając niektóre podwórka. Potrzebna była modernizacja, która nie tylko odwodniłaby teren, ale i poprawiłaby komfort jazdy.
Właściciele posesji znajdujących się na końcu modernizowanej ulicy zgodzili się oddać część swoich działek na własność gminy na rzecz budowy. Podczas wyznaczonego spotkania obejrzeli i zaakceptowali projekt, który zakładał stopniowe obniżanie poziomu drogi. Nie wiedzieli jednak, że mieszkający przy tej samej ulicy wójt nadużyje ich zaufania i zamiast działać dla dobra mieszkańców zadba wyłącznie o własny interes.
Po podjęciu przez Radę Gminy stosowanej uchwały na ul. Zamoyskiego rozpoczęto prace. Od początku ulicy teren powoli obniżano, by umożliwić swobodne spływanie wody. Na jej końcu spadek wyniósł jednak aż 60-80 cm. Bramy i ogrodzenia ostatnich działek zawisły w powietrzu. Zdziwieni mieszkańcy nie interweniowali w Urzędzie Gminy dopóki na drodze nie pojawiły się krawężniki.
– Jesteśmy zszokowani. Projekt nie uwzględnia dojazdu do naszych posesji. Podczas spotkania nikt nas nie poinformował, że droga będzie znajdowała się aż 60 cm poniżej poziomu naszej działki – żalą się mieszkańcy. Złożyli w Urzędzie Gminy skargę, próbowali spotkać się z wójtem, ale ten wyjechał na urlop. Na plac budowy zaproszono więc jego zastępczynię – Ewę Mazek. – Pani wice wójt złapała się za głowę, jak to zobaczyła – relacjonują państwo Prasułowie, jedna z poszkodowanych rodzin. – Ludzie śmieją się, gdy widzą tę ulicę, przychodzą tutaj robić sobie zdjęcia i żartują, że w Kołbieli budują metro – dodają. Im i trzem pozostałym pokrzywdzonym przez gminę właścicielom działek nie było jednak do śmiechu.
Wójt Budyta nie chciał słuchać skarg mieszkańców, więc ci – nie widząc nadziei na porozumienie – złożyli skargę do powiatowego inspektoratu nadzoru budowlanego. Zarzucili w nim włodarzowi naruszenie ich interesu prywatnego. Ani wójt, ani tym bardziej projektant drogi – Bogdan Godula, nie mieli jednak sobie nic do zarzucenia. Uparcie twierdzili, że tak duże obniżenie terenu było jedynym sposobem, by umożliwić wodzie swobodne spływanie po drodze. Pokrzywdzonym zaproponowali jednak dodatkowe rozwiązanie. Niestety, wiąże się ono z oddaniem gminie kolejnych fragmentów działek. Oczywiście – bezpłatnie. Na to już raz oszukani mieszkańcy nie chcieli się zgodzić.
Na prośbę pokrzywdzonych zorganizowano spotkanie w terenie, by stojąc na drodze, która teraz przypomina szeroki rów, doprowadzić do porozumienia. Po bardzo długich konsultacjach udało się mieszkańcom wywalczyć, by władze zrezygnowały z pomysłu kopania rowu odwadniającego, który miałby przebiegać przez ich posesje. Zgodzili się natomiast oddać wąski pas swoich działek, by można było umieścić pod ziemią potrzebną infrastrukturę. Podczas kolejnego spotkania mieli oficjalne podpisać zgodę. Przekazane im deklaracje wzbudziły jednak ich wątpliwości.
Przygotowane przez Urząd Gminy oświadczenia okazały się bardzo ogólnikowe. Wójt nie chciał, by precyzowały one zasady, na jakich to przekazanie ma nastąpić. Dlaczego –  nie wiadomo. Przezorni mieszkańcy skonsultowali treść deklaracji z radcami prawnymi i po zamianach podpisali oświadczenie. Czy rozwiąże to sprawę podziemnej drogi? Niedługo sprawdzimy.

Numer: 2012 38 Autor: Justyna Kowalczyk