Mińsk Himilsbachowi

Czwarty festiwal im. Jana Himilsbacha przeszedł do historii. Po hucznej imprezie wypełnionej wspomnieniami o Janku pozostała jedynie jego stylizowana na brąz postać, którą właśnie w niedzielę 9 września oficjalnie odsłonięto. I uczucie, że iście Himilsbachowska atmosfera komedii w Mińsku trwa cały rok

Festiwal komedii

Ławeczka Himilsbacha podzieliła mińszczan. Protestów oponentów jednak nie było. A pomnikowa postać Janka najbardziej ucieszyła jego żonę Barbarę, zwaną Basicą. To ona podczas odsłonięcia nie mogła pohamować radości i dumnie pozowała do zdjęć, obejmując ramieniem postać męża. I choć – jak twierdzi – nie jest on do końca podobny do Janka, to w przyszłości chciałaby zasiąść naprzeciw niego.
Ławeczka i festiwal są według władz najlepszą promocją miasta. I nie żałują na nią pieniędzy, wydając setki tysięcy złotych z budżetu miasta, czyli z kieszeni podatników, i od sponsorów. Burmistrz Jakubowski nie krył, że to właśnie pieniądze przyciągają do Mińska artystyczne dusze z całego świata. Nie sentyment do postaci Himilsbacha czy jego rodzinnego miasta. Pula nagród w konkursach towarzyszących festiwalowi wynosiła bowiem 18 tysięcy zł.
Pierwsze 2 tysiące z tej puli zgarnęli frywolni literacki, którzy zgłosili swoje wiersze lub prozę do tegorocznego Kafla. Nadesłano ponad 250 prac z całego świata, ale te autorstwa mińszczan jury nie zachwyciły. Pieniądze powędrowały zatem do autorów z m.in. Krakowa, Wrocławia i Nowego Jorku. A że regulamin nie przewidywał wyróżnień, jury już z własnej kieszeni nagrodziło 6 osób, w tym mińszczankę Mariolę Kruszewską. Jej poezja i prace pozostałych laureatów jak na razie owiane zostają tajemnicą, ale być może ujrzą światło dzienne, jeśli władze miasta zafundują wydanie pokonkursowej antologii.
Mieszane uczucia wzbudził drugi festiwalowy konkurs – filmów amatorskich FOPA–OFF. Zgłoszono do niego 18 prac, ale większość nie spełniła regulaminowych wymogów. Było to widać na pokonkursowej projekcji, która odbyła się dwa dni przed festiwalem. Z sześciu wyświetlonych filmów zaledwie połowa mogła wywołać uśmiech na twarzach widzów. Pozostałe to krwawe i niesmaczne produkcje z żenującą fabułą, choć nagrywane przy użyciu ciekawych rozwiązań technicznych. Nic więc dziwnego, że miejsca pierwszego nie przyznano. Drugie zaś i 2 tys. zł powędrowały do Wojciecha Wiśniewskiego, a na trzecim – nagradzanym czekiem na 1,5 tys. – uplasowano Barbarę Medajską i Pawła Przewoźnego. 500–złotowe wyróżnienia otrzymali natomiast Jakub Kuć i Adrian Łapczyński.
Tego dnia wiele słów padło o Janie Himilsbachu, a wszystkie przyjazne, bo tego dnia wszyscy byli jego przyjaciółmi. Anegdotami z życia Janka sypał Stanisław Tym, który poznał mińskiego naturszczyka, gdy ten prosił go o papierosy. Tak się podobno zaprzyjaźnili, choć aktor nie pohamował się, by nazwać Janka przedstawicielem polskiej kultury nizinnej.
O znajomości z Himilsbachem mówiła też Joanna Bartel – zwyciężczyni tegorocznego MONIDŁA. Do Mińska nie przyjechała, bo nie wiedziała, że spotka ją takie wyróżnienie. Niedługo jednak przyjedzie, by odebrać 10 tysięcy zł i ślubny portret z Jankiem. Po raz pierwszy na tym zdjęciu Basicę zastąpiła kobieta. Do tej pory welon pojawił się na głowie Henryka Gołębiewskiego, Zbigniewa Buczkowskiego i Pawła Kukiza.
Z godziny na godzinę tłum pod festiwalową sceną gęstniał, choć już od początku imprezy ludzi nie brakowało. Przewijali się oni przez stragany z ludową twórczością, serkami prosto z gór i... stoiskami firm kosmetycznych. Gromadzili się pod sceną, by posłuchać lokalnych Tamaryszów, Kwiaty Rocka, Kapelę Praską, a przede wszystkim gwiazdy wieczoru – zespół T.love, któremu nie śpieszyło się z wyjściem na scenę. Niekiedy festiwalowych gości przytulał filmowy miś, krążący wśród przechodniów. Nie wszyscy jednak tego dnia mogli poczuć się mile widziani, a zwłaszcza media spoza grupy medialnych patronów. Trudno więc nie przyznać racji laureatce FOP–y, która publicznie przyznała, że w Mińsku czuć komedię.

Numer: 2012 37 Autor: Justyna Kowalczyk