Złote gody w Latowiczu

Przy dźwiękach kapeli, szampanie, prezentach i życzeniach małżeństwa z gminy Latowicz obchodziły swój złoty jubileusz. Świętowali w sobotę, 8 września w Urzędzie Gminy, gdzie sprawiono im drugie wesele. Nie spodziewali się, że ktoś tak bardzo doceni ich małżeński trud

Miłość jak złoto

Rozpoczęli wspólne życie dokładnie 50 lat temu. Pamiętają ten do dziś, gdy na wozach ciągniętych przez konie w korowodzie rozśpiewanych gości jechali do kościoła. Stali przed ołtarzem przepełnieni miłością i wiarą w to, że uda im się stworzyć szczęśliwą rodzinę. Wpatrzeni w siebie wkładali złote obrączki i ślubowali darzyć się dozgonnym uczuciem. Rozbrzmiał weselny marsz, a zaraz po nim hucznie zgrała weselna kapela. Przy jej muzyce bawili się całe 2 dni, z krótką przerwą na drzemkę.
Dziś zmieniło się niewiele. Nadal patrzą na siebie z uczuciem i dumą, że udało im się wytrwać w miłości. A było to nie łatwe, bo nie raz życie wystawiało ich na próbę. Jako nieliczni sprostali tym problemom, bo z 58 par, które w 1962 roku brały w gminie ślub, tylko 7 doczekało złotego jubileuszu. Małżonkowie w komplecie stawili się po odbiór prezydenckich medali, ale nie spodziewali, że wójt Bogdan Świątek–Górski wraz z kierowniczką USC Hanną Kopą i księżmi Ryszardem Mierzejewskim, Mariuszem Danelczykiem i Arkadiuszem Rakoczym sprawią im drugie wesele.
A było jak 50 lat temu, choć do kościoła przyjechali nie końmi a samochodami i nie z tłumem gości a z najbliższą rodziną. Tak jak wtedy jednak rozbrzmiało dla nich Ave Maria i marsz Mendelssohna. I w obecności księży ponownie złożyli małżeńską przysięgę. Po Mszy ruszyli już nie do remizy czy własnych gospodarstw, a do Urzędu Gminy. Tam od progu witała ich hucznie kapela Stanisława Ptasińskiego z Wielgolasu. Nogi aż same rwały się do tańca. Zanim jednak przeszedł czas na zabawę wójt wraz z kierowniczką USC i przewodniczącym Rady Gminy Janem Domańskim dokonali aktu dekoracji złotych jubilatów medalami od prezydenta RP. Polał się szampan i rozbrzmiało chóralne „Sto lat!”.
Pierwszy do tańca ruszył Bernard Dąbrowski, porywając ze sobą kierowniczkę Kopę. Zaraz za nimi na parkiecie znalazła się Mirosława Barej w parze z wójtem Świątkiem–Górskim. Jednak to pan Bernard nie odpuszczał sobie prawie żadnej piosenki. – Jego zawsze ciągnęło do zabawy – wspominała żona Krystyna, która była najstarszą panną młodą. W dniu ślubu miała 28 lat, a jej mąż – 2 lata mniej. Razem doczekali się tylko jednego potomka, ale aż 3 wnuków, z których są bardzo dumni. Na jedno dziecko zdecydowali się również Wiesława i Henryk Serzyskowie, a obdarowano ich dwiema wnuczkami.
Najmłodszą panną młodą okazała się pani Stanisława, która w wieku 18 lat wyszła za najstarszego kawalera – 32–letniego Mariana Zawadkę. Dochowali się 3 dzieci, które z kolei aż 9 raz sprawili ich dziadkami. Taką samą liczbą potomstwa i wnucząt pochwalić mogą się również Kazimiera i Zdzisław Bocianowie. A o jedno dziecko mniej mieli Mirosława i Ludwik Barejowie, Maria i Marian Grązkowie oraz Halina i Eugeniusz Olkowie. Dzieci obdarowały ich jednak kolejno 6, 3 i 5 wnuczętami. Co więcej, państwo Grązkowie i Olkowie jako jedyni spośród złotych jubilatów doczekali się prawnucząt.
W swój złoty jubileusz pary wspominały dawne wesela i zastanawiały się nad powodem, dla którego dzisiaj małżeństwa tak szybko się rozwodzą. Im udało się wspólnie przeżyć 50 lat, bo byli wytrwalsi. Cieszą się teraz, że ktoś ten trud docenił. I to nie tylko medalami, bo przygotowano dla nich również pamiątkowe zdjęcia i ciepłe koce, które rozgrzewać ich będą w mroźne wieczory. Nie wiadomo tylko, czy będą potrzebne. W końcu wciąż ich serca grzeje ogromne uczucie. To miłość szlachetna jak złoto.

Numer: 2012 37 Autor: Justyna Kowalczyk