Parkingi osiedlowe

Brak miejsc postojowych to nie tylko zmora kierowców w centrum Mińska i okolicy dworca PKP. Od lat z problemem „legalnego” parkowania zmagają się mieszkańcy mińskich osiedli. Na starych blokowiskach brakuje wolnych, wyznaczonych do postoju stanowisk. Nowe osiedla takimi dysponują, ale... trzeba za nie sporo zapłacić, co wśród wielu mieszkańców budzi niezadowolenie

Postój w cenie

Do niedawna wyznaczenie miejsc postojowych i egzekwowanie właściwego parkowania na osiedlu leżało w gestii właściciela terenu, czyli spółdzielni mieszkaniowej. Straż miejska czy policja mogły jedynie przyglądać się pozostawionym na pasach zieleni i chodnikach samochodom. Sytuacja zmieniła się w 2010 roku, gdy rząd zmienił prawo o ruchu drogowym. Ustawa wprowadziła nową kategorię miejsca, tzw. strefę ruchu, czyli obszar obejmujący co najmniej jedną drogę wewnętrzną, na który wjazdy i wyjazdy oznaczone są odpowiednimi znakami drogowymi. Taką strefą są właśnie drogi osiedlowe, a to pozwala już policji i straży miejskiej na interwencje w razie naruszenia przepisów.
Spółdzielnie mieszkaniowe miały 2 lata na oznaczenie dróg na starych osiedlach. Zrobiły to, nie bacząc na znikające darmowe miejsca postojowe i aktywując konkurs – kto pierwszy, ten... nie zapłaci mandatu. Nowych parkingów nie budują, bo nie wymagają tego przepisy. Tymczasem między mieszkańcami dochodzi do spięć – kierowcy parkują gdzie się da, nie patrząc na utrudnienia w ruchu m.in. pieszych, co tych niezmotoryzowanych słusznie bulwersuje.
Jeszcze gorzej sytuacja wygląda na nowych osiedlach. Developerzy, chcąc zaoszczędzić miejsca, oferują swoim mieszkańcom podziemne stanowiska parkingowe. Pojawia się jeden problem – ich cena jest wysoka, sięgająca od 19 do 25 tys. złotych. Nie każdego stać na tak ekskluzywne parkowanie, a darmowy postój to na nowych osiedlach rarytas.
Problem nabrzmiał na jednym z osiedli przy ulicy Klonowej. Tam podziemne miejsce parkingowe kosztuje ponad 19 tys., a za postój na powierzchni zapłacić trzeba aż 6 tysięcy. Te tańsze rozeszły się w okamgnieniu, a darmowego parkingu już nie ma. Był jeden przed osiedlem, dopóki władze miasta nie zmieniły planów zagospodarowania przestrzennego dla inwestycji, narzucając developerowi zwiększenie liczby miejsc postojowych na mieszkańca. Przepisy ruchu drogowego nie regulują bowiem tego wskaźnika, pozostawiając wolną rękę organowi wydającemu decyzje o warunkach zabudowy. Inwestor zmienił więc plany i zagospodarował praktycznie każdy wolny skrawek terenu pod parking, tyle że płatny.
Mieszkańcy osiedla są oburzeni. Kierowcy, którzy nie wykupili miejsca zarzucają developerowi złą wolę i przez brak darmowych postojów, przymuszanie do wyłożenia kilkunastu tysięcy za miejsce pod ziemią. Są rozgoryczeni brakiem parkingu dla osób z zewnątrz, czyli rodziny i znajomych, którzy chcieliby złożyć im wizytę. Parkują więc, gdzie się da, nie zważając na postawione zakazy, a nawet wykorzystując nieobecność właścicieli miejsc zarezerwowanych. To doprowadziło do kolejnych spięć.
Jedna z oburzonych mieszkanek zadzwoniła po policję, gdy już po raz kolejny któryś z czyhających na miejsce kierowców zaparkował na wykupionym przez nią parkingu. W efekcie mandaty w wysokości 100 zł za niewłaściwe parkowanie dostali wszyscy łamiący przepisy drogowe. Ukarani kierowcy winą obarczyli dochodzącą swoich praw sąsiadkę, narzekając na mińskich forach internetowych na „uprzejmą” obywatelkę i chciwego developera.
Parkowanie na osiedlu przy ulicy Klonowej może się jeszcze pogorszyć. Niedługo inwestor odda tam do użytku nowy blok, do którego sprowadzą się kolejni mieszkańcy, także zmotoryzowani. Już teraz, mimo wcześniejszych interwencji policji, przejazd drogami wewnętrznymi jest tam utrudniony, zwłaszcza że popsuta brama umożliwiła wjazd na teren główny każdemu i pozostawienie auta niekoniecznie w miejscu do tego wyznaczonym. I choć bezradność parkujących jest tu zrozumiała, ich nierozsądne zachowanie należy skarcić. Parkując na drodze, utrudniają dojazd na osiedle pojazdom ratunkowym. W razie wypadku ich auto mogą zostać staranowane, a w najgorszym wypadku karetka czy straż pożarna nie dojedzie do miejsca zdarzenia i dojdzie do tragedii.

Numer: 2012 32 33 Autor: Justyna Kowalczyk