Powiat potrzebujących

Jedyne, co mają to niewielki pokoik w zniszczonej, drewnianej chatce. Mieszkali w nim w czwórkę, starając się znieść trudy niewygodny czy braku choćby minimum prywatności. Gdy jednak na świat przyszło kolejne dziecko, sytuacja okazał się krytyczna. Niewielkie zasoby finansowe nie pozwalają im na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a GOPS w Cegłowie z przyczyn formalnych nie może przyznać im żadnego świadczenia. Ośrodek pomaga doraźnie, ale to nadal pomoc niewystarczająca

Marzą o spokoju

Agniesyka i Tomasz Borytowie są małżeństwem od 11 lat. Pobrali się wcześnie – w wieku 20 i 21 lat, a po ślubie zamieszkali w Mieni, w niewielkim drewnianym domku, należącym po części do matki Tomasza. Dostali dla siebie niewielki pokoik, który spełniał rolę salonu, sypialni, kuchni i łazienki. Po roku na świat przyszła ich pierwsza córka, a później kolejna. Ich sytuacja finansowa znacznie się pogorszyła – pani Agnieszka musiała zrezygnować z pracy, żeby zająć się dziećmi, a zarobki pracującego na budowie Tomasza okazały się niewystarczające.
– To zawsze wygląda w ten sposób, że dzisiaj te pieniądze są, a jutro ich nie ma, bo jest nieskończona praca, bo padał deszcz, bo właścicielowi coś się nie podoba – wymienia pan Tomasz, którego pensja zależna jest właśnie od warunków pogodowych i zdania zleceniodawcy. Gdy jest naprawdę źle, z pomocą przychodzi mama Tomasza, ale ze swojej 500-złotowej emerytury nie jest w stanie pożyczyć za wiele. Natomiast ze świadczeń Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Cegłowie skorzystać nie mogą, bo Tomasz wciąż nie ma umowy i w związku z tym nie uzyska zaświadczenia o zarobkach, potrzebnego do przyznania zasiłku. Ośrodek stara się jednak pomagać doraźnie, finansując zakup opału czy wycieczki dla dzieci.
W tym roku na świat przyszła ich trzecia córka. W 15-metrowym pokoiku muszą więc pomieścić się już w piątkę, a co więcej stan techniczny domu pozostawia wiele do życzenia. Jak przyznaje pan Tomasz, jest trudno.
– Po ślubie było fajnie tu mieszkać, bo i pokój, i ganek były w dobrym stanie, a teraz wszystko zaczyna się sypać. (...) W tej chwili największym problemem jest miejsce zamieszkania. Chciałbym, żeby dzieci miały jakiś swój kąt, żeby mogły przyjść spokojnie, odrobić lekcje czy spokojnie się umyć – wyznaje.
Już wcześniej wraz z żoną starał się zapewnić dzieciom lepsze warunki, ale natrafił na niezrozumiały opór. Właściciel drugiej części domu, w którym mieszkają, nie zgodził się na wynajem pokoju obok nich, twierdząc że będzie w nim mieszkał. Od 15 lat pomieszczenie stoi puste i zamienia się w ruinę. Kiedyś państwo Borytowie gotowi byli je wyremontować, ale dzisiaj – nawet gdyby właściciel zmienił zdanie – na tak generalny remont już ich po prostu nie stać. Szukali więc pomocy u wójta, ale gmina – jak na razie – nie posiada mieszkań komunalnych.
– Są plany zagospodarowania pewnych pomieszczeń na mieszkania socjalne, ale należy pamiętać, że jesteśmy gminą biedną – mówi wójt. – Jeżeli będzie możliwość, postaramy się o jakieś dofinansowanie na ten cel, będziemy szukali środków – dodaje i zapewnia, że jeśli uda się pozyskać lokale socjalne, to Borytowie na pewno taki dostaną. Jak przyznał, GOPS rozpoczął już wymagane procedury.
Pozostaje jedynie czekać i mieć nadzieję, że w tej podmińskiej gminie Cegłów uda się jak najszybciej zagospodarować pomieszczenia dla najbardziej potrzebujących rodzin. A tych jest coraz więcej...
Nazwiska bohaterów reportażu miały być zmienione. Jednak dla dobra sprawy postanowiliśmy ujawnić tożsamość rodziny potrzebującej pomocy. Wszystkich czujących taką potrzebę prosimy o kontakt z redakcją. Najbardziej potrzebne są im teraz ubranka dla półrocznej dziewczynki.

Numer: 2012 31 Autor: Justyna Kowalczyk