Drodzy Czytelnicy

Sport zawsze był nieobliczalny i może dlatego tak ciekawy. Jak życie, które nas unosi pod obłoki szczęścia lub ściąga w otchłań rozpaczy. Między tymi ekstremami jest względny spokój, jak między kolejnymi meczami. Ale życie jest grą o znacznie wyższą stawkę, przy której brak naturalnego, bliskiego i czynnego kąpieliska jest błahostką

Skazani na suche

Ostatnie mecze Euro 2012 udowodniły, że dzisiejsi giganci mogą już jutro zamienić się w pogardzanych utracjuszy. Tak Niemcy poczuli się po przegranej z Włochami, a chłopcy Prandelliego po finałowym laniu z Hiszpanami.
A nam dobrze z ostatnim miejscem w grupie, bo wszyscy i tak chwalą Polaków za futbolową radość i poczucie internacjonalizmu. O, my potrafimy być gospodarni i gościnni, gdy wpadniemy w narodowy entuzjazm. Oczywiście, nie całkiem gratis, bo przecież te tony zjedzonych hamburgerów i frytek oraz miliony litrów piwa to niezły dochód. Tylko że nie nasz, a korporacji, które płacą podatki jak chcą, czyli mało albo wcale.
I tak szczęśliwie ze sportu zrobił się nam biznes, który światu ostatnio kuleje. A nie byłoby kryzysu, gdyby ten świat przestrzegał sześciu zasad wziętych wprost z… Tory, czyli żydowskiego sposobu na życie zawartego w pierwszych pięciu księgach Biblii.
I co tam znajdą biznesmeni? Już na początku ostrzeżenie, by nie kłaść kłód przed niewidomym. Także w sensie nieuświadomienia lub braku wiedzy. Słowem – nie wolno oszukiwać słabszych, nie kraść wiedzy, nie akceptować przekupstwa, uczciwie mierzyć i ważyć, unikać konfliktu interesów i być w nich przejrzystymi jak łzy. Coś mi się wydaje, że amerykańscy i europejscy bankowcy dawno Tory nie czytali…
Jaki jest nasz biznes każdy widzi, ale trudno pojąć, że już od dziesięcioleci nie ma w okolicach Mińska bezpiecznego kąpieliska. Miejskie Łazienki zamulili wędkarze i cmentarne osady, a Marianki nikt nie chce kupić i ucywilizować. Nawet otwarty niedawno kałuszyński Karczunek poblakł przez zakaz kąpieli do... odwołania.
Trzeba więc wyjeżdżać nad jeziora lub morze, a to kosztuje. Może jednak wolimy odpoczywać w nieznanych miejscach, by bez skrępowania korzystać z wolności... Tak tłumaczyła marazm na Mariance jej prywatna właścicielka i chyba miała rację. Jakoś tak się nam składa, że wolimy cudze, bo mokre i pachnące, a sobie zostawiamy suche i śmierdzące.
No, oczywiście z wyjątkiem Euro, które zostawi nam wielkie, ale puste stadiony i rachunki do zapłacenia. Chyba, że przyjadą turyści. Z nimi znowu będzie wesoło i na pewno nie sucho.
Może właśnie wtedy wzgardzone dziewczyny z Jarzębiny znowu zaśpiewają, że jeśli jest koko, to w Polsce spoko. A co, nasz folklor jest najpiękniejszy, tylko my jeszcze o tym nie wiemy. Identycznie jak nie mielismy pojęcia, że potrafimy się tak bardzo cieszyć z tak naprawdę naiwnych powodów.
Miłych, to znaczy nie na sucho wakacji życzę...

Numer: 2012 27 Autor: Wasz Redaktor