Gmina kontrowersji

Zło wraca do jego twórcy jak bumerang. Tak się stało podczas sesji mińskiej rady gminy, na którą zaproszono dra Cezarego Bogusza, który pełni funkcje powiatowego lekarza weterynarii. Przestrzegał on głównie przed ptasią grypą, ale radni wykorzystali sytuację i pytali o stado krów, które on swoją decyzją wyprowadził z obory w Chmielewie i skazał gminę na koszty. Tymczasem sąd był innego zdania i nakazał zwrot bydła do gospodarstwa Piekutów...

Sidła bydła

Zdarzenie w gospodarstwie Piekutów przeżywali nie tylko właściciele krów. Radni nie mogli się pogodzić nie tak z krzywdą rolników, jak wydatkami z kasy gminy na zapewnienie zwierzętom zastępczych pomieszczeń i paszy. Już w skardze na wójta czytamy, że gmina płaci za utrzymanie krów 15 zł od sztuki na dzień, co mnożąc przez liczbę sztuk, daje od lutego 2016 roku zawrotną sumę 220 tysięcy złotych. A wartość bydła sam właściciel obliczył na 100 tysięcy. Zresztą – jak pisał – z pomocą sądu chciał, żeby krowy przepadły na rzecz państwa i w ten sposób gmina odzyskałby pieniądze stracone na ich utrzymanie. Jednak decyzją sądu krowy zostały zwrócone właścicielowi. – Czy państwo macie jakieś sygnały niepokojące bądź też monitorujecie tę sprawę jak to wygląda, jeśli chodzi o warunki teraz – pytali radni.

Powiatowy lekarz weterynarii przyznał, że sam jest zdumiony, że to się stało. On by nie pozwolił, żeby ta osoba jeszcze raz miała zwierzęta skoro dopuściła do takiej sytuacji. – Na razie nie pojadę do tego gospodarstwa, bo nie chce być posądzony o to, że jestem wrednym powiatowym lekarzem weterynarii, ale na pewno to gospodarstwo zostanie skontrolowane. Takich warunków na terytorium powiatu mińskiego jeszcze nie widziałem, a widziałem już różne gospodarstwa – obiecywał z komentarzem dr Bogusz. Radny Gałązka nie wytrzymał negatywnie zaskoczony odpowiedzią na pytanie o kontrolę tego gospodarstwa. Zarzucił Boguszowi, że jest dwuznaczny, bo z jednej strony mówi, że w swoim życiu nie widział jeszcze tak zaniedbanego gospodarstwa, a z drugiej mija już prawie tydzień od dostarczenia krów do obory Piekutów, a on nie zarządził żadnej kontroli.

Odpowiedź była zdumiewająca. Bogusz poczuł się atakowany i bez żenady stwierdził, że nie może powiedzieć kiedy ta kontrola będzie. – Kiedy będzie, to ja zdecyduję, ale to nie będzie nacisk państwa ani żadnej innej osoby. Ja nie będę przez prasę, media informował, że dokonam kontroli w tym dniu i o tej godzinie. Ta kontrola się odbędzie wtedy, kiedy będę uważał to za najwłaściwszy moment i na pewno nikt nie będzie na mnie naciskał – radykalizował się Bogusz.

Tak oto niewinne pytanie przerodziło się w arogancję, ale radni nie dali Boguszowi spokoju. Pytali o rzecz równie ważną jak dobrostan zwierząt, czyli w jaki sposób gmina może dochodzić zwrotu wydanych pieniędzy. – Odsyłam do artykułu w tej uchwale, na mocy której odbiera się zwierzęta właścicielom. Zapraszam do inspektoratu – rzucił Bogusz, prowokując wójta Piechoskiego do wyjaśnienia sprawy. Okazało się, że za wszystko będzie musiał zapłacić właściciel krów. Tylko skąd on weźmie 220 tysięcy...

Radni mieli także poczucie humoru i zaproponowali, by w razie kolejnego krowiego incydentu nie zabierać zwierząt gospodarzowi, a zapewnić opiekę i paszę siłami gminy. Hotel jest drogi, więc może tańsze byłoby wynajęcie obsługi. Wójt Piechoski uśmiał się z takiego pomysłu, bo zaraz znalazłoby się wielu obiboków, którzy wołaliby o taką pomoc gminy. Może więc trzeba wybudować gminny hotel zwierzęcy choćby na zamkniętym targowisku w Stojadłach. Można na nim zarobić, bo każda gmina dopłaci do jego utrzymania. Najlepiej jednak postawić zwierzyniec obok urzędu gminy. Pracownicy mieliby atrakcję, a gmina promocję, o jakiej trudno nawet marzyć...Za tydzień o innych zagrożeniach odzwierzęcych nie tylko w mińskiej gminie.

***

Za tydzień o innych zagrożeniach odzwierzęcych nie tylko w mińskiej gminie.

Numer: 7 (1011) 2017 Autor: J. Zbigniew Piątkowski

Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz nick.

Nick *

Nieprawidłowy adres e-mail.

Adres e-mail *

Wpisz treść wiadomości.

Treść wiadomości *